Samoocena pod znakiem „?”

Błąd.

Zawaliłam coś w pracy. Błąd po całości.

Ktoś mnie skrytykował, zarzucił, że zachowałam się nieprofesjonalnie.

Słowem – wytknął mi błąd.

Nie powinnam była go popełnić, ale… stało się.

Nie miałam złych intencji, nie chciałam nikomu zaszkodzić, ale w efekcie moich działań ktoś poczuł się urażony, dotknięty. Nie chciałam, żeby moja praca obróciła się przeciwko mnie, a jednak tak się stało. Okazało się, że mój wysiłek nie przyniósł takich efektów jak oczekiwałam.

Co było dalej?

Pomyślałam, że się do niczego nie nadaję. Że może ta praca nie jest dla mnie. Że skoro popełniłam, powiedzmy, książkowy błąd, to może porywam się z motyką na słońce. Nie umiem przecież czegoś prawidłowo wykonać, ocenić, że nie należało tego czy tamtego, a coś innego właśnie wypadało zrobić. Tyle pytań kłębi mi się w głowie, co mogłam zrobić inaczej, czego mogłam uniknąć, co należało przemyśleć i… i tak bez końca. Również moje wątpliwości nie mają końca. Wątpię w to, czy potrafię, czy dam radę, czy podołam. Czy postąpię we właściwy sposób następnym razem? Co jeśli… I tu moja „chora” wyobraźnia podsuwa mi czarne scenariusze. Mija mi w ten sposób reszta dnia, a ja tracę dobry humor i nie mam na nic ochoty. Jedynie położyć się wcześniej spać, bo to od dawna mój dobry sposób na stres i złe emocje. Kładę się więc i nawet zasypiam szybko, ale potem budzę się nad ranem. I znowu zaczynam wszystko analizować i rozbierać na czynniki pierwsze. Odganiam sen, który chce mnie zmorzyć negatywnymi myślami na swój temat…

Niekonstruktywny negatywizm.

A potem sięgam po książkę w pracy, nawet nie pamiętam tytułu i czytam o samoocenie. I pukam się w czoło, bo przecież to takie oczywiste, myślę. O tym, że na naszą samoocenę całościową czyli globalną składają się samooceny w poszczególnych sferach, tj. dom i życie rodzinne, praca i życie zawodowe, koledzy i życie towarzyskie itp. Oceniamy siebie dokonując interpretacji naszych związków z innymi ludźmi, różnych relacji społecznych, sukcesów i porażek, rozpatrujemy nasze doświadczenia życiowe i na ich podstawie tworzymy sobie swój obraz. I tu dochodzimy do punktu, o którym zdążyłam zapomnieć gdzieś pomiędzy słowami krytyki, które usłyszałam wtedy w pracy. Że nasza samoocena w poszczególnych sferach, a także ta całościowa, nie jest nam dana raz na zawsze, że… się zmienia, tak jak zmienia się całe nasze życie i my sami.

Dodatkowo nasza samoocena zależy od wielu różnych czynników, jak chociażby:

  • naszego nastroju (jeśli mamy kiepski, myślimy o sobie raczej źle niż dobrze)
  • poziomu trudności wykonywanego zadania (te trudne nieraz nas przerastają i w ich obliczu myślimy o sobie negatywnie)
  • postawy ważnych dla nas ludzi (np. szef w pracy), z których zdaniem się liczymy.

Zdarza się, że nasza samoocena w jakiejś dziedzinie, np. w pracy, podupadnie z jakiegoś powodu, ale w większości przypadków takie zmiany są normalną częścią zdrowej samooceny. Problem pojawia się dopiero wówczas, gdy nie potrafimy sobie poradzić z takimi skokami i za bardzo przejmujemy się negatywną samooceną w jednej dziedzinie. Uznajemy ją za niezwykle ważną i pozwalamy, by jej negatywność rozprzestrzeniała się na naszą całą samoocenę (całościową). Skoro więc popełniłam w swojej pracy błąd i moja samoocena (samoskuteczność) mówiąc najprościej zmalała do zera, nie powinno to oznaczać, że zaraz cała jestem do niczego. Nie jestem złą matką czy żoną tylko dlatego, że potknęła mi się noga w pracy. Może też nie jestem złym pracownikiem czy złym psychologiem. Po prostu popełniłam błąd. Zdarza się. Najlepszym. Każdy ma do niego prawo. Również do tego, by się nie biczować z powodu błędów, jakie popełnił. Złe myślenie o sobie bowiem niczego nie zmienia. Nie jest konstruktywne.

Konstruktywnie idę dalej.

Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Mogę i powinnam przemyśleć całą sprawę. Zastanowić się nad tym, co mogło przyczynić się do mojego błędu. Czy była to nieuwaga? Rutyna? Niewłaściwa interpretacja sytuacji? Skąd wynikała moja wpadka? Dwa, jak mogę ją naprawić. Mogę przeprosić i obiecać, że postaram się zrobić co jestem w stanie, żeby swój błąd naprawić i żeby podobne sytuacje nie wydarzyły się w przyszłości. Trzy, mogę i powinnam na koniec zamknąć sprawę uznając, że wyciągnęłam wnioski, które powinny mnie budować, a nie niszczyć. Bowiem bez dobrego myślenia o sobie nikomu nie pomogę. I nie będę dobrze wypełniała swoich różnych ról społecznych. A więc zamykam książkę, na wszelki wypadek kseruję z niej wcześniej stronę o samoocenie i wkładam do swojej torby, by zabrać ze sobą do domu. Kiedy znowu zwątpię w siebie, wyciągnę ją sobie i przypomnę. Mój błąd to nie koniec świata. Twój także.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *