Bez patentu na świętość

Psycholog to nie święty, wiecie?

Tym wpisem chcę dać coś do zrozumienia wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy lubią mówić do mnie (lub innego psychologa): „Przecież jesteś psychologiem…!”

To brzmi jak zarzut najgorszy na świecie!

No jestem, ale co z tego?

Niektórym się wydaje, że jak jestem psychologiem, to znam się na wszystkim.

Ale to jestem w stanie im wybaczyć.

Naczytali się przecież o tzw. specjalistach i zgodnie z powszechnymi radami, jak coś się dzieje nie tak, coś ich niepokoi itd., wolą zasięgnąć porady specjalisty. Ok, rozumiem.

Choć jak powiedział mi ostatnio jeden pan, który mnie odwiedził, on wiedział to wszystko, co ja mu powiedziałam, no ale chciał się upewnić. Upewnił się, zapłacił. Ok, rozumiem.

Skończyłam przecież niby takie prestiżowe studia, na które wówczas, żeby się dostać było 30 chętnych kandydatów na jedno miejsce. No i się nie dostałam. Ale jakoś się tam później prześlizgnęłam i obroniłam ten dyplom… Do rzeczy jednak!

Jestem psychologiem. Kropka. Nie jestem świętym. Kropka.

Kiedy rozmawiam z Tobą prywatnie nie występuję jako psycholog.

Nie mam tej swojej całej mądrości itd., bo ona się ulatnia tam, gdzie na horyzoncie majaczą emocje.

Nie patrzę na Ciebie jak wybitny uczony, uważny obserwator i jeszcze lepszy słuchacz.

A Ty, skoro wiesz, że jestem psychologiem, nieraz mi to wytkniesz.

Bo jako psycholog powinnam:

1. Byś zawsze cierpliwa.

2. Być zawsze miła i uprzejma.

3. Być zawsze uśmiechnięta.

4. Nigdy z nikim się nie kłócić.

5. Nic nikomu i nigdy nie powiedzieć niemiłego.

6. Wszystko wybaczać i szybko zapominać.

7. Do nikogo nie chować urazy ani żalu.

8. Żyć zawsze ze wszystkimi w zgodzie.

9. Nigdy nie krzyczeć, ba, nawet głosu nie podnosić.

10. Przełknąć każdą kąśliwą uwagę nawet taką, że „Co to z ciebie za psycholog, skoro…” (i tu wyliczanka).

Otóż żaden ze mnie psycholog, tylko człowiek po prostu, który też ma swoje uczucia.

Nie pretenduję do roli świętej, żeby wszystko innym odpuszczać i każdego rozgrzeszać.

Nie jestem żadnym wzorem tego, jak należy żyć i postępować.

Staram się innym ułatwiać ich życie, ale to nie oznacza, że pozwolę innym jeździć po sobie tylko dlatego, że mam zawód, jaki mam. To nie ma nic do rzeczy. To argument jak cios poniżej pasa. Taki, żeby dowalić i żeby zabolało. A efektu chyba nigdy nie ma. Bo jeszcze nikt do mnie nie trafił z tymi słowami. Za to wkurzyć, mnie wkurzył nieraz. To tak, jakby powiedzieć dentyście, że go ząb nie powinien boleć podczas borowania, no bo przecież jest dentystą. Sorry za szczerość, ale jeśli nie wiesz co powiedzieć w zamian, może nie mów niczego. Zabierasz mi bowiem w ten sposób prawo do tego, żeby mieć gorszy dzień czy humor. A przecież ja jako Ola też mam prawo się z kimś nie zgadzać i się pokłócić. I to nie oznacza wcale, że żaden lub kiepski ze mnie psycholog. Tylko dlatego, że nie daję Ci prawa do tego, żebyś sobie poużywał moim kosztem?

Sorry.

Nie sprzedaję patentu na świętość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *