Cyfrowy kolega

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

kid-computer1

„Dzieci nie spędzają już czasu na wspólnych grach i zabawach na podwórku, lecz całymi dniami przesiadują przed komputerami. Dorośli po dniu ciężkiej pracy zamiast dyskutować z przyjaciółmi, zmęczeni siadają przed monitorami.

Tymczasem (…) nasz mózg jest organem społecznym. (…) Najlepiej uczymy się, współpracując z innymi. Ważne funkcje naszego mózgu nie rozwiną się, jeśli brakuje nam kontaktu z drugim człowiekiem.” (Portal Charaktery, „Internet nas psuje”)

Lekcja w klasie III szkoły podstawowej. Czytamy z dziećmi wiersz o kolegach, o tym, że fajnie jest mieć kolegów, których lubimy i którzy nas lubią (idea wzajemności). Następnie proszę dzieci o narysowanie na odwrocie kartki swojego ulubionego kolegi/ ulubionej koleżanki. Część dzieci zabiera się do pracy, niektóre dopytują się, czy mogą narysować np. dwie koleżanki lub koleżankę i kolegę razem. I nagle ktoś pyta: „Proszę pani, a czy ja mogę narysować mojego kolegę youtubera?” Nie wiem, czy dobrze usłyszałam. Totalne zaskoczenie. Moje oczywiście, bo dzieci wiedzą dokładnie, kim jest youtuber. Ja też wiem, ale… Przecież to nie o to chodziło. Więc zaczynam wyjaśniać, na szczęście z pomocą przychodzą mi dziewczynki z pierwszej ławki, które mówią, że chodzi o kolegę takiego prawdziwego, a nie jakiegoś tam z komputera, wirtualnego. I koniec tematu. Ale… Moje zdziwienie pozostaje.

Inna sytuacja. Prowadzę zajęcia z terapii psychologicznej. Rozmawiam z uczniem na temat jego relacji rodzinnych. On opowiada, że jeden z rodziców założył sobie konto na facebooku i chętnie mi je pokazuje. Widać, że zna dokładnie serwis, porusza się po nim niezwykle sprawnie. Co ciekawe, sam nie ma konta (daleko mu jeszcze do 13 roku życia) i mówi co potwierdza jeden z rodziców, że mało czasu spędza przy komputerze. Jednak kiedy palce dziecka stykają się z klawiaturą, ono nagle bardzo ożywia się i nie widać już tego znudzenia na twarzy, które gościło na niej jeszcze chwilę wcześniej. To chyba nie przypadek? Opisane przeze mnie sytuacje nie są pojedynczymi przypadkami. 

Wiem to już od dawna, że świat pędzi i się zmienia. I że dzisiejsze dzieci są inne niż te 20 czy 30 lat temu. Rozumiem to. Naprawdę. Ale nie mam w sobie zgody na to, gdy dziecko wie o internecie więcej niż jego rodzice, natomiast nie potrafi wielu innych rzeczy, np. wynieść śmieci, odkurzyć, wypowiedzieć się swobodnie choćby na temat tego co właśnie obejrzało w internecie. Gdy nie interesuje go nic poza grami komputerowymi i stwierdza, że najlepszy przyjaciel to postać z gry. Wymyślona, nierealna, taka z którą nie można się pośmiać ani usiąść w ławce. A przecież, jak pokazują badania, neurony lustrzane, które pomagają nam lepiej rozumieć innych i nawiązywać relacje, uaktywniają się jedynie podczas rzeczywistego kontaktu (twarzą w twarz, ręka w rękę) a nie wirtualnego. Słowem, natura tak nas stworzyła, że potrzebujemy drugiego człowieka z krwi i kości, a nie jedynie jego cyfrowego obrazu.

A więc wygoń swoje dziecko na podwórko zamiast godzić się na kolejną godzinę grania.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *