Czas na herbatę

Są ludzie, którzy potrafią sobie odpuszczać. Problem pojawia się, kiedy odpuszczają sobie za bardzo. Dziwią się oni wówczas, gdy mamy do nich jakieś pretensje i wysuwamy swoje oczekiwania. Oczekiwania, których oni nie są w stanie lub, co nieraz bardziej prawdopodobne, nie chcą spełniać. I to jest to, czym rozczarowują nas jeszcze bardziej. Stąd nasze pretensje.

Ale o tym innym razem. Dziś o innym podstępnym typie, którego może kojarzysz.

Ktoś kto nie odpuszcza nigdy. Sam sobie.

Musi zrobić wszystko sam.

Bo wiadomo, że sam zrobi to najlepiej.

Musi zrobić i to, i tamto.

Nie może niczego opuścić.

Nie deleguje zadań, nie nadaje im kategorii: ważne – nieważne, bo wszystko zalicza do tej pierwszej.

Nie odkłada pracy na potem.

I pomimo tego, że się zwyczajnie i tak po ludzku nie wyrabia, nie odpuszcza sobie.

Stawia sobie wysoko poprzeczkę.

Wysoko i jeszcze wyżej.

Ma dobry samochód, ale mógłby mieć lepszy.

Ma mieszkanie, ale stać go na dom.

Wakacje w kraju jakoś go uwierają.

Kusi pięciogwiazdkowy hotel i markowe ubrania jeszcze lepsze od tych, które już nosi.

Nie przejmuje się tym, ile wydaje, bo uważa, że mu się należy.

I że może mieć więcej i więcej, bo na to zasługuje.

Zachłannie przelicza pieniądze i nie odrzuca żadnej okazji, żeby zarobić.

Nie przepuści też żadnej okazji, żeby posprzątać albo poćwiczyć.

Przecież wiadomo, że czysty dom i bycie w dobrej formie są ważne.

Podobnie jak smaczny obiad na stole i zadbany ogród.

Gdzie więc zgrzyt, skoro wszystko dopracowane i hula na całego?

Skoro tydzień za tygodniem leci, a rozdzielają go jedynie wypady w góry lub do znajomych, krótkie niczym dźwięk przychodzącego smsa. A potem szybki powrót do znanego kołowrotka.

Wszystko niby gra i się układa w całość, logiczną i dopracowaną.

Wszystko ma swój porządek, czas i i miejsce.

Nawet jak tego czasu brakuje na to co najważniejsze.

Na to, by usiąść i spokojnie napić się herbaty.

Na to, żeby pomyśleć tak po prostu o niczym.

Albo posurfować bez sensu po sieci.

Czy najważniejsze to wyrabiać normę, a nawet więcej?

Codziennie padać na łóżko nieprzytomnym od ilości zadań odhaczonych, bo zrealizowanych?

Gdzie jest sens naszej pracy i starania się, żeby żyć fajniej i lepiej, a gdzie już zaczyna się absurd gonienia za króliczkiem?

Ty go gonisz, a on wciąż Ci ucieka sprzed nosa.

A potem zdarza się coś, co wybija Cię z rytmu,

Jakaś tragedia, nieszczęście, choroba.

Zauważasz wtedy, że nie masz jednak tego, co się tak naprawdę liczy.

Dziś. Jutro. Zawsze.

Bez względu na to, jakim autem jeździsz i na jakiej kanapie siedzisz…

Doceń to, co masz.

Bo może masz to dane tylko raz i wcale nie na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *