Falująca sierść

Marzę o domu z ogródkiem.

Tak właściwie to nawet tego ogródka tak bardzo nie chcę mieć, bo nie lubię grzebać w ziemi, ale… marzy mi się dom. Bo w domu można mieć psa. U nas tak postanowiliśmy, że kolejność musi być zachowana. Najpierw dom, potem pies. Opcja: pies w bloku dla mnie nie istnieje (póki co!).

Tego psa chce mieć mój syn. Mnie kiedyś pies ugryzł, więc ja za bardzo za psami nie przepadam. Ale i tak znam obecnie całą armię ras, wiem, że psu można i warto robić samemu psie lody i że nie powinno mu się dawać za dużo (lub wcale) różnych orzechów. Psy tak mają, że orzechy mogą im zaszkodzić. Co miesiąc kupuję synowi w markecie gazetkę o psach i on ją czyta od deski do deski. Rubryka „Do adopcji” stanowi często punkt zapalny, choć właściwie syn już się nawet chyba nieco (czasami?) godzi z tym, że tego psa nie ma. A przynajmniej na to przystał. Bo wiecie, on by chciał mieć tego psa tak samo jak ja ten ogródek… bez ziemi, w której trzeba się babrać. Nie da rady. Sami rozumiecie.

Marzenia zaś pociągają za sobą jakąś konieczność, jakiś obowiązek. Że wezmę tę kosiarkę i przejadę nią od czasu do czasu wokół wymarzonego domu. Albo przynajmniej zapłacę komuś, żeby to zrobił za mnie. Muszę wyskrobać na to kilka (kilkadziesiąt?) złotych, zamiast je upłynnić. Podobnie z psem. Nakarmić trzeba. Wyprowadzić trzeba. Pójść do weterynarza trzeba.

Wierzę, że marzenia mogą czasem poczekać. To taki dobry sposób na ćwiczenie wytrwałości, wiecie? Nie mam tego domu dziś. Nie będę mieć jutro. Ani za rok. Ale żyję tym marzeniem. I mój syn także. Już nawet ja wyobrażam sobie, jak ten pies biega po naszym ogródku, jak radośnie jego sierść faluje w podskokach. Czujecie to? Siedzisz sobie w ogródku, czytasz książkę (jeśli to lubisz), wiesz, że nic nie musisz, a tam pies podbiega do Ciebie i Cię trąca, bo domaga się Twojej uwagi…

Ten dom gdzieś jest lub będzie, powstanie. Wiecie, właściwie nie ma znaczenia, czy go mieć będziemy, czy nie. Życie jest tak bardzo nieprzewidywalne i tak kruche, że może się tak zdarzyć, że nasze marzenia pozostaną jedynie w sferze marzeń. Jednak stwierdziłam, że warto o nich napisać na wypadek, gdyby miały się nigdy nie ziścić. By o nich pamiętać już zawsze.

Marzenia dają siłę. Kiedy pomyślę o tej falującej sierści… O trawie pięknie skoszonej… O hamaku na drzewie… Bez względu na to, czy będę je kiedyś mieć, czy nie, warto czasami się oderwać i popłynąć w wyobraźni. Tam, gdzie nic nie musisz. I gdzie jest Ci dobrze. Gdzie czas nie pędzi, a Ty jesteś spokojny. I wiesz, że zdarzyć się może to, co niektórych śmieszy. Bo nie wierzą oni w to, że marzenia się spełniają. Nie wierzą, że marzenia się spełnia samemu. Każdego dnia, kiedy wstajesz, choć Ci się nie chce i kiedy cierpliwie robisz swoje. Kiedy nie masz na nic ochoty, a jednak myślisz o tym, dla kogo i po co to robisz. Po to właśnie są marzenia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *