Faworyzowanie dziecka a sytuacja rozwodu

8641835940_2ecdd81f3b_o1

Rozwód.

Niemal zawsze rozwód oznacza dla dzieci stres i wiążące się z nim zmiany. Piszę „niemal”, ponieważ część dzieci, zapytana o rozwód rodziców, mówi o tym, że odczuwają ulgę, bo np. wreszcie skończy się piekło awantur i przemocy, tatuś się wyprowadzi i będzie spokój. Czasami tak jest w istocie, ale w innych przypadkach ten optymistyczny scenariusz wcale się nie sprawdzi. Jednak to odrębny temat. W tym miejscu chciałabym odnieść się do artykułu na temat „Ulubionego syna, ulubionej córki – czy można jedno z dzieci kochać bardziej?”, który udostępniłam na swoim facebooku. W nim pedagog Małgorzata Musiał stwierdza, że można kochać jedno dziecko bardziej. Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tą opinią. Słyszę czasami od rodziców, że „kochają, wolą jedno dziecko bardziej niż drugie/ pozostałe”. Zdarza się, że jest to powiedziane wprost, choć wielokrotnie przekaz taki zawarty jest tylko jakby między słowami. Wiąże się to z tym, że otwarte przyznanie się do posiadania faworyta budzi wiele negatywnych emocji i skojarzeń u samego rodzica, ale też często u odbiorców tego typu wypowiedzi.

Dodam, że osobiście wierzę w to, że można starać się traktować swoje dzieci w jednakowy sposób. Jednak nie zawsze udaje się nam kochać je jednakowo intensywnie. I sądzę, że jest to w wielu wypadkach niezależne od nas, że niejako wolimy syna bądź faworyzujemy córkę. Tutaj nie ma prostych zasad: że łatwiej jest kochać i rozpieszczać młodsze albo to zdolniejsze, że córeczka to tatusia, a synek mamusi. Czasami rodzic zdaje sobie sprawę z tego, dlaczego tak jest i to daje mu możliwość pracy nad tą relacją, a czasami nie, bo nie dopuszcza tych myśli i uczuć do siebie, bo są po prostu bardzo trudne i wstydliwe.

Faworyzowanie dziecka w sytuacji rozwodu.

Po lekturze artykułu zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak to, że rodzic kocha jedno dziecko bardziej ma się do sytuacji rozwodu. Przypomniały mi się różne rodziny i rodzice, z którymi dane było mi pracować. Nierzadko były to właśnie sytuacje okołorozwodowe. Po namyśle dochodzę do wniosku, że często w sytuacji rozwodu bardzo uwidaczniają się preferencje rodziców względem dzieci. Nagle okazuje się jasne to co wszyscy, i dorośli, i mali, wiedzieli wcześniej, że np. mama woli Jasia, a tata Sylwię. Nierzadko następuje wówczas eksplozja pretensji, które dotychczas były głęboko skrywane, a które teraz, w sytuacji trudnej i pełnej napięć, znajdują ujście. Nikt już wówczas nie kryje się z tym, że jest faworyt i reszta. Czasami może to przynieść chwilową ulgę, że wreszcie tata lub mama otwarcie przyznał lub pokazał swoim zachowaniem, że kocha bardziej jedno dziecko. Zdarza się tak, że dziecko faworyzowane staje się kartą przetargową, dzięki której jeden rodzic próbuje coś ugrać w sądzie przeciwko drugiemu. Często dochodzi do sytuacji, że faworyt mieszka ze „swoim” rodzicem, a reszta rodzeństwa z drugim. Faworyt może liczyć na markowe ubrania, nowy telefon i inne gadżety, bo tatę na to stać, natomiast reszta rodzeństwa, która została z matką, nie ma takich przywilejów. Rodzi to kolejne pretensje i skargi ze strony dzieci, które pod względem materialnym mają gorzej. Nagle okazuje się, że faworyt jest postrzegany przez resztę rodzeństwa jak wróg, a matka jako nie dość kochająca i zaradna, skoro nie potrafi zapewnić „swoim” dzieciom wszystkiego czego pragną. Niestety żyjemy w czasach, w których pobudki materialne nie są obce dzieciom, które mając dość kłótni, wyzwisk i złej atmosfery w domu, często mylą miłość rodzica z jego pieniędzmi.

Rodzice rozwodząc się często stwierdzają: „podzielmy się dziećmi”. Ja wezmę syna, ty weź córkę i będziemy po równo. Często decydują się również na to, że kończąc swoje małżeństwo, kończą relację z „nie – swoimi” dziećmi, czyli tymi, które zostają z drugim rodzicem. Przecież nie chcą się wzajemnie kontaktować ze sobą, więc uznają, że skoro porozumieli się w kwestii „podziału dzieci”, to mogą wreszcie skupić się na „swoich” dzieciach, a były małżonek na „swoich”. Łatwiej bowiem być mamą czy tatą swojego pupilka. Nie biorą pod uwagę uczuć dziecka, które zostawili drugiej stronie. Może ono czuje się odrzucone, zdradzone? Może kocha rodzica, z którym nie jest na co dzień miłością większą od tej, na którą może liczyć w zamian. A może chce mieć kontakt z bratem lub siostrą, z którymi nie mieszka. Taka sytuacja rodzi wiele konfliktów wewnętrznych i sprawia, że skrzywdzonym dzieciom trudno jest odnaleźć się w nowej sytuacji, która sama w sobie jest trudna.

Nie porównuj dzieci ze sobą.

Tak więc, Rodzicu, nawet jeśli kochasz jedno dziecko bardziej, postaraj się zrobić wszystko, by reszta Twoich dzieci także czuła Twoją miłość, akceptację i ciepło. Spójrz na każde ze swoich dzieci osobno, nie przez pryzmat tego, które jest Ci najbliższe. Nie porównuj dzieci ze sobą, bo wtedy zawsze te mniej kochane będą wypadały blado, co skończy się frustracją wszystkich dookoła – dziecka, które nie może sprostać Twoim oczekiwaniom i Twoją, bo nigdy nie będziesz czuł satysfakcji, bo syn czy córka nie są tacy, jak brat czy siostra. Pamiętaj, że sytuacja, gdy bardziej kochasz jedno dziecko jest trudna dla Ciebie, ale też i przede wszystkim dla tego dziecka, które żyje w cieniu swojego brata czy siostry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *