Gdzie szukać pomocy?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Jak trwoga, to do Boga, mówi przysłowie.

I jak to we wszystkich przysłowiach, coś w tym jest.

Ziarnko prawdy.

Kiedy mamy kłopoty, kiedy jest nam źle, kiedy ktoś nam bliski odchodzi lub zachoruje, kiedy w domu nie ma pieniędzy,

jest za to alkohol i awantury, wówczas nieraz zwracamy się w stronę Kościoła i Boga.

W modlitwie szukamy pocieszenia i nadziei, której tak bardzo nam brakuje.

Brakuje nam również często zwykłego, ciepłego słowa.

Dobre słowo

Słowo, które może dać tylko drugi człowiek.

Może to być Twój ksiądz, którego znasz od małego i nie czujesz przed nim skrępowania, żeby wyjawić mu swoje sekrety.

Może to być Twój przyjaciel, najlepszy, z którym znacie się od dzieciństwa. Taki, na którym możesz zawsze polegać i który nigdy Cię nie zawiedzie.

Może to być psycholog, psychoterapeuta, do którego decydujesz się zwrócić o pomoc za czyjąś namową albo dlatego, że czujesz, że sam już nie dajesz sobie z daną sytuacją rady. Może wolisz, żeby pomógł Ci ktoś z zewnątrz?

Czy jest coś złego w tym, że zwracamy się do kogoś o pomoc, bez względu na to czy będzie to ktoś nam bliski czy całkiem obcy?

Nie ma w tym zupełnie nic niewłaściwego.

Masz ochotę na kawę i zwierzenia z przyjacielem? Umów się.

Wolisz rozmowę z kapłanem? Poproś o nią.

Wybierasz psychologa? Zapisz się na wizytę, zadzwoń.

A może potrzebujesz skorzystać z większej niż tylko jednej opcji?

Może chcesz wiedzieć, co Twój przyjaciel zrobiłby na Twoim miejscu, a co doradziłaby Ci obca osoba?

Więc w czym problem?

Wczoraj w Kościele usłyszałam, jak ksiądz trąbił, że ludzie, kiedy mają problemy, zwracają się o pomoc do przyjaciół lub psychologów. Zapominają o tym, że przecież jest jeszcze ksiądz, do którego powinni się zwrócić. Mój mąż uśmiechnął się pod nosem, ja też, bo wiecie co? Nigdzie nie nawołuję, że ludzie w obliczu problemów osobistych czy kryzysów powinni szukać pomocy u mnie. Albo u przyjaciela. Albo u księdza. Ważne, żeby tej pomocy szukali tak jak potrafią najlepiej. I ważne, żeby ją znaleźli i otrzymali. Nie każdy potrafi poprosić o pomoc. To cenna umiejętność, która u wielu współczesnych ludzi szwankuje. Proszenie bowiem o pomoc zakłada, że jestem słaby, za słaby, żeby sobie poradzić z daną sytuacją sam na sam. Wymaga przyznania się do tego, że dany problem jest poza moją kontrolą. A to bywa trudne, zwłaszcza dla tych, którzy lubią czuć, że tę kontrolę sprawują.

Jeśli jednak zdecydowałeś się już prosić o pomoc, żadna z trzech osób wymienionych powyżej (przyjaciel, ksiądz, psycholog) nie powinna Ci jej odmówić. No chyba, że ma ku temu powody, np. nie czuje się kompetentna, nie może poświęcić Ci czasu w danym momencie. Niemniej to Twoja i tylko Twoja sprawa, komu powierzysz swoje sekrety. I czy to będzie jedna osoba, czy więcej. Nikt nie ma prawa, moim zdaniem, oczekiwać od Ciebie, że z kłopotami zwrócisz się tylko do Boga i księdza.

Jestem osobą wierzącą i praktykującą.

Ale boli mnie hermetyczność Kościoła i to, że wielokrotnie próbuje nam się wmówić, że jedynie Kościół wie, co dla mnie i dla Ciebie jest dobre. To Ty powinieneś o tym decydować. To Ty masz prawo wybrać swoją drogę. Boli mnie to, że próbuje się nam wmówić, że jeśli nie zamykamy oczu na świat i nie zwracamy się o pomoc wyłącznie do Boga, to robimy coś nie tak. Kościół dzisiaj często nie nadąża za ludźmi i za zmianami. Chciałby te zmiany powstrzymać i zachować świat taki, jakim był kiedyś. A tak się nie da. Wszystko dookoła się zmienia, ludzie i ich świadomość także. Co złego jest w szukaniu pomocy gdzieś indziej? Czy to zakłada odwrócenie się od Boga? Kościół chciałby zachować tę wyłączność dla siebie, a w moim przekonaniu traci przez to wielu odbiorców, którzy odwracają się od niego. Nikt dziś nie lubi, żeby go do czegoś zmuszać lub mu coś narzucać. Albo czegoś zabraniać. To rodzi niepotrzebną pokusę, żeby tego spróbować. Tak na przekór. Nikt nie lubi, gdy w miejscu, w którym szukamy ukojenia i wyciszenia, ciągle jesteśmy za coś ganieni i mamy wyrzucane, że nasza wiara jest za mała, a my zbyt grzeszni. Mamy to ciągle kładzione do głowy, tak na wszelki wypadek, gdybyśmy o tym zapomnieli gdzieś w przeciągu tygodnia. Zamiast zachęcać nas i motywować do modlitwy, dopingować w wierze, mamy ciągle podcinane skrzydła.

Oczywiście nie wszędzie tak jest. Dlatego cieszy mnie, gdy widzę, że są kapłani, którzy nie tylko wiarą próbują przemówić do ludzi. Którzy sięgają po inne metody, żeby ludziom pomagać. Którzy nie poprzestają na swoim autorytecie, bo wielu z nas ma wdrukowany szacunek do osób duchownych. Może jak ktoś chce pomagać, to robi wszystko, żeby mu się to udało?

Kiedyś nie myślałam, że psycholog może działać w internecie. Że może dawać porady on-line lub przez maila. Że szkolenia psychologicznie mogą się odbywać zdalnie. Ale świat pędzi i lepiej dla mnie, i dla Ciebie, jeśli to dostrzeżemy i spróbujemy się w tym odnaleźć. Nie mam nic przeciwko temu, jeśli ktoś kto zwraca się do mnie po pomoc mówi: „Byłem już z tym u księdza.” lub „Rozmawiałem o tym z przyjacielem.”

Ja nie jestem od racjonowania ludziom pomocy. Jest wiele dłoni, które ją oferują. Dobrze, że są medytacje, rekolekcje, warsztaty, grupy wsparcia. Niech każdy znajdzie taką formę pomocy, która mu najbardziej odpowiada.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *