Gotowi do szkoły

Niedługo mam powiedzieć parę mądrych słów do rodziców dzieci z zerówki, które za niespełna rok rozpoczną naukę szkolną. Że powinny iść do szkoły tylko te dzieci, które są na tę naukę gotowe.

Magiczne słowa: gotowość szkolna.

Teraz, kiedy pracuję nie tylko w szkołach, ale też przedszkolach, rozumiem ich wagę.

Nie żeby miało być jakoś ciężko czy nudno, więc napiszę to, co jedna z wychowawczyń mi powiedziała: Niech pani powie od siebie tak.

Zanim mój syn poszedł do szkoły, słyszałam, że przecież jako psycholog (nieważne, że wówczas nie mający żadnego zawodowego doświadczenia z dziećmi przedszkolnymi!) wiem lepiej, a poza tym jako matka + psycholog w jednym to już totalnie mądra jestem i wiem, czy moje dziecko powinno pójść do szkoły, czy nie. Chciałam syna odroczyć, bo był z tego pechowego obowiązkowego rocznika, gdzie wszystkie sześciolatki rozpoczynały naukę. Mój syn miał wówczas 5 lat i 10 miesięcy. Był mały. Wtedy to widziałam, ale dziś pracując z dziećmi przedszkolnymi, widzę to znacznie bardziej wyraźnie.

Nie wiedziałam jednak, co zrobić, kiedy okazało się, że z całej grupy rodziców, którzy chcieli odroczyć swoje dzieci, zostałam ja jedna… Do tego ciągle słyszałam te słowa: „Jest pani psychologiem. Wie pani lepiej. Zna pani swoje dziecko lepiej.”

W efekcie czułam się winna, że chcę, by moje dziecko nie szło w takim wieku do szkoły. I choć miałam mnóstwo wątpliwości, syn do szkoły jednak poszedł.

Dziś wiem, że wówczas tej gotowości nie osiągnął.

Podobnie jak wiele dzieci z jego rocznika.

Nikt już po miesiącu, kiedy było wiadomo, że przygoda z sześciolatkami ma swój finał w szkołach, nie dawał im taryfy ulgowej. Skończyły się niby zabawy, była normalna nauka.

A dzieci nie były gotowe.

Widziałam, że on nie jest, ale nie rozumiałam, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

Dziś, kiedy wchodzę do grup przedszkolnych na zajęcia, wiem i widzę to wyraźnie.

Kiedy nasze dzieci idą do szkoły to tak jak my, kiedy idziemy do nowej pracy!

Stają przed wymaganiami, którym muszą sprostać.

Przecież Twój szef nie pyta, co robiłeś w weekend i czy miałeś czas się wyspać. Nie interesuje go, czy ogarniasz te nowe przepisy, czy nie.

Podobnie nauczyciela nie obchodzi (bez obrazy), że Twoje dziecko nie umie (jeszcze) współpracować z innymi, wyrażać konstruktywnie swojej złości czy precyzyjnie wycinać nożyczkami. Moje nie umiało żadnej z tych rzeczy. Uczyło się tego i uczy do dzisiaj, a powinno już wówczas mieć pewne zaplecze w tym zakresie. Nie miało. Choć przecież jestem psychologiem i powinno mieć, i umieć.

Dziś wiem, że gotowość szkolna jest wtedy, gdy Twoje dziecko generalnie ma szansę podołać wyzwaniom, które stawia przed nim szkoła.

Szkoła, której nie obchodzi, czy zaczynając naukę Twoje dziecko ma 6 czy 8 lat.

Walczę z mitem, że każde dziecko od pierwszej klasy powinno być samodzielne, samo się pakować i odrabiać lekcje. Gdybym swojego syna wtedy zostawiła, nie byłby dziś w piątej klasie. Nie umiałby tego, co potrafi.

Każde dziecko jest inne. Nie można mówić ludziom, że dziecko ma sobie samo radzić i już. Znam fajną nauczycielkę, która pracuje ze swoim synem codziennie, bo uważa, że sam (z powodu różnych trudności) nie dałby sobie rady. Ze swoimi starszymi synami nie pracowała tak. I wiecie co? Uważam, że jest naprawdę dobrym nauczycielem. Takim, który wie, że dzieci są różne.

Nie wszystkie są miłe i grzeczne, i siedzą cicho na lekcjach.

Są też takie, którym z różnych przyczyn jest trudniej wysiedzieć, skupić się, samemu spakować czy odrobić lekcje.

Może właśnie nie były wtedy gotowe na szkołę, kiedy rozpoczynały z nią przygodę.

W sumie to po czasie jest nieważne, bo lepiej się starać i coś robić idąc naprzód niż ciągle myśleć, że trzeba było dziecka nie posyłać do szkoły.

Poszło i już.

Ale dziś wiem, że stało przed nim wiele różnych i trudnych zadań, które nam dorosłym wydają się zwyczajne i proste. Dla dzieci takimi nie są. To wiele kwestii związanych np. z koordynacją ruchową, procesami poznawczymi (tj. koncentracja uwagi), emocjami, nad którymi ciężko dzieciom czasem zapanować. Świat szkoły to również złożony świat interakcji, w który nasze dziecko wchodzi.

Jest tyle spraw, które trzeba ogarnąć w szkole. Tyle, które są trudne dla dziecka niedojrzałego emocjonalnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *