Hidżab i gatki….

Nigdy właściwie nie miałam nic do innych religii. Jestem katoliczką i wyłącznie to mnie obchodzi. Choć przyznam szczerze, że nie lubię zakłamania w tej sferze. Znam takich, którzy na etapie przedszkola mówią, że są ateistami (ateistami, a nie niepraktykującymi), a potem w 3 klasie podstawówki pierwsi biegną z dzieckiem do komunii. Fałsz i obłuda. Zdarzyło mi się również kiedyś, że zakończyłam znajomość z chłopakiem po pierwszej randce pomimo tego, że wydawał się idealny, bo mył nawet mamie okna w domu! (Znacie takiego faceta?!). Ale powiedział mi, że od dziecka jest ateistą. I jego rodzice także są. A że nie mieściło mi się to w głowie, żeby w nic nie wierzyć, więc nie dostał drugiej szansy. Nie chciałam się w nim rozkochać i potem mieć problem. Zawsze jakoś trochę tego oleju w głowie jednak miałam. Dlatego tak uderzyło mnie to, co opiszę poniżej.

Wakacje. Upał niemiłosierny leje się z nieba. Ponad 35 stopni non stop. Żar taki, że jedyne o czym marzysz, to basen z chłodną wodą i soczek. Lodowaty. A tu klapa. W planach zwiedzanie Pragi od świtu do nocy. W pełnym słońcu. Idziesz więc w najcieńszej sukience jaką ze sobą zabrałaś. Takiej, w której mieszkanie sprzątasz jak gorąco, ale wzięłaś ją na wszelki wypadek, bo, a nuż się przyda. No to się przydała.

Maszerujemy w słońcu niczym mrówki przez pustynię. Zastanawiam się ciągle, czy bardziej chce mi się pić, czy bardziej mi gorąco. Wszystko przez upał, który nie odpuszcza aż do końca, do samego wyjazdu. W samym centrum stolicy mnóstwo turystów. Azjaci, Brytyjczycy, Niemcy i… one.

Kobiety w hidżabie. Zawinięte od stóp do głów. Wystają mi oczy, nos, usta i policzki. W sam raz, żeby się schłodzić. Wszystko pozostałe mają szczelnie zakryte. Często kolor wiodący to czerń, która wiadomo, przyciąga ciepło. Ale… na szczęście zdarzają się też ubrania w jaśniejszych barwach.

Ktoś powie, taka religia, takie zwyczaje. Ok. Mnie w sumie nic do tego. Tak myślałam do wtedy, kiedy zobaczyłam pierwszego mężczyznę obok kobiety w hidżabie. Gatki miał krótki, na nogach sandały, podkoszulek z krótkim rękawem. Obok dzieci. Dziewczynka około czteroletnia w długich spodniach i bluzce z długim rękawem oraz adidasach. Za to młodszy braciszek podobnie jak tatuś w galotkach krótkich paradował, żeby mu było chłodniej. I miał sandałki… I żeby nie było, że spotkałam taką jedną rodzinę. Widziałam ich dziesiątki…

Serio. Religia Religią. Ale…

Spacerowałam tak po tej Pradze w nadziei, że zobaczę choćby jednego muzułmanina ubranego w długi rękaw i spodnie, z zakrytym ciałem i stopami. I wiecie co? Spotkałam go, ale dopiero w Karpaczu, do którego udaliśmy się potem. Była z nim kobieta w hidżabie, a on pomimo upału też miał na sobie długie ubranie. W Pradze pomimo szczerych chęci nikogo takiego nie spotkałam. A na reszcie wakacji w Polsce nie spotkałam już żadnej innej kobiety w hidżabie…

I choć ktoś może mnie skrytykować, wiem jedno. Nikt nigdy nie skłoniłby mnie do tego, żeby nosić długie i ciężkie ubrania podczas żaru w mieście. Na wakacjach, gdy ma być Ci wygodnie, bo zwiedzasz zabytki. Gdzie nikt nie wnika w Twoje przekonania i poglądy.

Czy to oznacza, że nie wierzę? Że wierzę za mało?

Nie.

Mam swój zdrowy rozsądek, którego mi żaden facet nie zabierze. Mogę stracić rozum na starość, ale dopóki go mam, wiem, że wolność człowieka to największa wartość życiowa. Wolność, która oznacza, że dopóki nikogo nie krzywdzę, mam prawo czuć się dobrze w lekkim i przewiewnym ubraniu. A jeśli jednak zdecyduję się prażyć z własnego wyboru, to niech mój facet praży się razem ze mną. Taka solidarność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *