Hulajnoga

hulajnoga

Letnie niedzielne popołudnie. Plac zabaw przed blokiem.

Kilkoro dzieci jeździ na hulajnogach. Ścigają się. Jest wesoło i gwarno.

Za chwilę robi się jeszcze głośniej, gdy hulajnogi padają na ziemię. Jak to padają?

To dzieci je rzucają, trzaskają nimi z rozmachem, aż metal dźwięczy.

Mojemu synowi też zdarza się tak podrzucać swoją hulajnogę, do chwili gdy, nie wiem czy z powodu podrzucania czy innego, hulajnoga nie jest już w jednym kawałku. Na ziemi leży masa śrubek i trzeba tatę wezwać, żeby naprawił.

Po powrocie do domu ostrzegam spokojnie syna, że następnym razem jak hulajnoga się rozleci, to w najlepszym wypadku tata zniesie mu skrzyneczkę z narzędziami, a w gorszym – że będzie musiał ze swoich oszczędności kupić sobie nową, bo ja nie dam mu ani złotówki. Synowi się to nie uśmiecha i obiecuje lepiej traktować swoją hulajnogę.

Czy to czasy się zmieniają, czy ja się już starzeję, grunt, że myślę, że dzieci za mało szanują swoje rzeczy. Bo mają ich znacznie więcej niż my mieliśmy w dzieciństwie. Może dlatego nie potrafią docenić, co to jest mieć jedną ukochaną zabawkę i wiedzieć, że jeśli ją zniszczą, długo nie dostaną nowej, lepszej.

Ale skoro cała banda dzieciaków gna na swoich hulajnogach, z których każda nowa, kolorowa, modna, jedynie zniszczona to tu, to tam od tego rzucania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *