Kiedy wieje i grzmi…

Wiem, że wszyscy lubimy odpocząć.

Że lubimy plażing i smażing (choć ja osobiście wybieram spacery brzegiem morza), ale…

Kiedyś tylko wybranych było stać na wakacje. Dziś jeżdżą wszyscy lub niemal wszyscy. W każdym razie wszyscy z dziećmi. Polityka zwana prorodzinną chyba więc działa. Próżno dziś jednak szukać osoby, która powie nam w pensjonacie „Dzień dobry”, kiedy będziemy mijali się na korytarzu. Albo nie zdziwi się, kiedy my to pierwsi zrobimy. No, chyba że będzie to starszy pan, który pamięta te czasy, za którymi można czasami zatęsknić…

Jesteśmy na plaży.

Słońce i żar leją się z nieba. Każda rodzina walczy o skrawek choćby wolnego piasku, gdzie będą mogli mieć chwilę tylko dla siebie i dla… siebie. Dzieci więc kąpią się same lub tylko nurzają w wodzie, choć są jeszcze bardzo małe. Nieważne, że płaczą i grymaszą, bo są zmęczone upałem albo właśnie zatarły piaskiem oczy. A może boli je brzuch, bo od tygodnia jedzą wyłącznie frytki, naleśniki, gofry i lody… Nieważne, że wolałyby może porobić coś innego. A może gorzej, robią cokolwiek, podczas gdy rodzice nie zwracają na nie żadnej uwagi…

Lubimy wyciskać.

Wszystkie soki i możliwości. Z siebie. Z innych. Także z dzieci, które nawet się temu nie dziwią,co my rodzice robimy, bo zwyczajnie tego nie rozumieją. Tylko im się to czasem nie podoba to nasze zachowanie…

Jedziemy na urlop, to musimy się opalić.

Choćby wiało i grzmiało. Musimy napić się piwa, dobrze pojeść i poleżeć do góry brzuchem.

Co ja gadam? Co ja zawracam?

Patrzę na malca, brzdąca, który wcina z apetytem w pensjonacie parówkę na śniadanie. Nie grymasi, nie marudzi. Jest nawet bardzo zadowolony, bo dużo się dzieje dookoła, bombardują go stale nowe bodźce itd. Patrzę na niego i nie mogę się nadziwić. Mój syn nie zjadłby nigdy parówki na takim wyjeździe, jak był mały, bo skończyłoby się to jakąś katastrofą. Witamy w świecie alergii, gdzie nie dasz dziecku czegokolwiek do jedzenia. Czegokolwiek gdziekolwiek.

Może więc zazdroszczę tym, co beztrosko podróżują z małymi (nawet bardzo) dziećmi?

Pewnie troszkę tak. Choć bardziej martwię się, kiedy widzę, jak matka jedną ręką trzyma na brzegu morza psa, a drugą wyciąga malutką córeczkę, która zachłysnęła się wodą, bo fala ją zwyczajnie zmiotła. Mała drze się niemiłosiernie, a matka drze się na nią…

Nikt nie rodzi się odpowiedzialnym.

Odpowiedzialnym się stajesz, kiedy inni uczą Cię tego lub kiedy widzisz, do czego prowadzi zupełny brak odpowiedzialności. Nie rodzisz się z poczuciem zagrożenia. I z wiedzą, co może zrobić żywioł, tj. woda. To wszystko co musisz poznać i czego musisz się nauczyć.

Uważajmy na siebie i nasze dzieci podczas wakacji. Urlopu od bycia rodzicem nie ma się chyba nigdy, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *