Konkurs

Myślałam o napisaniu książki na konkurs, który ogłosiła biblioteka. Myślałam, lecz brakuje mi czasu. Mój pomysł spodobał się koleżance, z którą pracuję. Powiedziała: „Chodź, napiszemy tę książkę razem.”

„Razem? Ale jak to? Ja nie umiem pisać razem.”

Przecież zawsze piszę sama.

I chyba (ponoć) nawet mi to nieco wychodzi.

„No tak – powiedziała ona, ty nie umiesz pisać razem.” Bomba, nie?

Ale… nasze wspólne pomysły ubawiły nas tego dnia, bo wydawały się naprawdę świetne i sądzę, że czytelnicy byliby rozbawieni, ucieszeni, słowem – zadowoleni. Wróżyło to sukces…?

Ale jak to tak razem pisać, pytałam sama siebie i koleżankę?

Śmieszne to czy nie, podobnie w życiu bierzemy często wszystko na swoją klatę i dźwigamy niczym wielbłądy.

Punkt pierwszy. Zasuwam z zakupami na czwarte piętro, a pot ocieka mi z czoła, choć na dworze mróz. Co chwilę coś wypada mi z torby, cudem nie gubię czegoś po drodze do celu. Wchodzę do mieszkania, a tam pan mąż właśnie z pracy wrócił i się rozpłaszcza. Wściekła jestem, a jakże! Do tego w gardle mam sucho, tak że wrzask sprawia mi dotkliwy ból.

Robię najlepsze zakupy, wiadomo. Ale mam jedną wadę – perfekcjonizm…

Punkt drugi. Jestem potłuczona przez życie. Pokiereszowana i potargana. Ktoś mnie kiedyś zostawił, ktoś coś obiecał i słowa nie dotrzymał, ktoś dał nogę. Ktoś zdradził, ktoś skrzywdził. W efekcie nie umiem zaufać. Jestem niczym bańka mydlana, która lada moment może pęknąć. Wystarczy, że na kogoś wpadnie…

Punkt trzeci. Boję się bliskości. Nie umiem dopuścić do siebie kogoś, kto chciałby mnie oswoić. Podchodzę do niego z rezerwą w obawie, że mogę się sparzyć. Może nawet traktuję go jak wroga, chociaż on żadnych złych zamiarów nie ma…? To efekt wcześniejszych doświadczeń, powiecie, ale ja wiem, że w życiu nic nie jest proste. Dopuszczenie kogoś do siebie na pewno nie…

Punk czwarty. Życie to gra i pozory. Wszyscy coś udają, coś od nas chcą i czegoś oczekują. Dlatego siebie prawdziwą chowam w skorupie. Na zewnątrz to tylko maska. Jak inni mnie odbierają…?

Punkt piąty. Jestem otwartą osobą. Często to słyszę. Potrafię szybko nawiązywać kontakty. Robię to bez większego problemu. Ale zaprzyjaźniam się trudno i rzadko. Nie lubię tłumów…

Punkt szósty. Jestem introwertykiem i jak tlenu potrzebuję ciszy, i samotności. I niewielu osób dookoła siebie. Selekcjonuję więc tych, z którymi spędzam czas. Szkoda mi też czasu na tych, z którymi nie chcę go spędzać…

Punkt siódmy. Żyję pracą. W pracy mam ludzi. Otaczają mnie oni. Ich sprawy, ich relacje i emocje. Chłonę to niczym gąbka. Jednak każda gąbka kiedyś zupełnie nasiąknie i… To moment, żeby się odciąć. Zamknąć za sobą drzwi i zgasić światło…

Jestem dla innych. Jestem dla siebie.

Mam taką twarz, jaką chcę pokazać. Ale też taką, jaką chcą zobaczyć inni.

Na ile inni widzą mnie takim człowiekiem, jakim jestem naprawdę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *