Lajkujesz, więc jestem

like-scr

Zamieszczasz ciekawy tekst, ładne zdjęcie lub nowy wpis na blogu. I czekasz. Na lajki. Komentarze. Na odzew publiczności. Podobało się? Uff, super! Nie podobało się? Ojej, co ze mną jest nie tak? Albo z tym zdjęciem? – pytasz sam siebie i zastanawiasz się, co takiego opublikować następnym razem, żeby było wystarczająco dobrze odebrane i wysoko ocenione. Wysoko czyli na ile? Ile musisz zdobyć kciuków, żeby być z siebie zadowolonym tym razem? Nie łudź się. Zawsze znajdzie się ktoś „lepszy” od Ciebie, kto Cię w tym względzie przebije…

A jednak robisz to ciągle. Sprawdzasz. Śledzisz. Czy ktoś zalajkował, czy skomentował, czy udostępnił. Czekasz i myślisz: jest super, kiedy publiczność Ci wiwatuje lub: jestem do niczego, kiedy jest cicho. Przymus sprawdzania cudzych ocen tkwi w Tobie już na dobre i nie potrafisz się od niego uwolnić. Mówisz sobie: „Takie mamy czasy.” Próbujesz sam siebie jakoś wytłumaczyć, bo czujesz czasami pod skórą, że coś tu nie gra…

W czasach wirtualnego pędu wiele osób ocenia siebie przez pryzmat tego, ile polubień uzyska. Za zdjęcie, wpis, komentarz. Cieszy ich każdy kciuk, a kolejne rekordy są powodem do świętowania. 100 lajków – to już powód do dumy i tego, żeby poczuć się kimś lepszym, wartościowszym. Czy naprawdę aż tak niewiele potrzeba Ci do szczęścia? Nie bliskości drugiego człowieka, jego głosu i zapachu wspólnej kawy lub obiadu? Nie uścisku dłoni albo przytulenia, jedynie ten kciuk do góry, który ma pokazać innym, że jesteś czegoś wart…

No właśnie. Ile jesteś wart? Jeden z moich uczniów stwierdził ostatnio, że nie podoba mu się w sobie… wszystko. Nie znalazł ani jednej swojej cechy, która by go cieszyła…

A Ty jak surowym sędzią jesteś dla siebie? I czy opierasz swoją samoocenę na lajkach, na tym ile ich zdobędziesz? Czy ich ilość naprawdę decyduje o tym, czy jesteś wartościowym człowiekiem? Prowadząc blog spotkałam się z tym, że inni, w tym psychologowie, piszą na swoich stronach, że przechodzili trudne chwile, kiedy włączali komputer, a tam: nic, cisza. Zwłaszcza jeśli się do nich już przyzwyczaili, może okazać się to trudne, gdy nagle brawa cichną…

Co więc zrobić, żeby się nie dać tej chorej histerii, że jesteś tyle wart, na ile ocenią Cię inni? Portal charaktery.eu podaje, że „jest jedna grupa ludzi, którzy, mimo regularnego korzystania z portali społecznościowych, opierają się uzależnieniu swojego poczucia własnej wartości od reakcji wirtualnych znajomych. Są to osoby o jasnej świadomości celów, które uważają za ważne. (…) Świadomość celu sprawia, że ludzie są mniej wrażliwi na ilość polubień, które otrzymują.” (artykuł „Jak wiele dostałem lajków?”)

Jeśli więc wiesz dokładnie, co jest dla Ciebie w życiu ważne, do czego dążysz i co pragniesz osiągnąć, jesteś bardziej odporny na informacje zwrotne otrzymywane w wirtualnym świecie. Pewnie, cieszą Cię one, gdy są pozytywne, jednak podchodzisz do nich z dystansem i nie uzależniasz od nich mniemania o sobie. Kierujesz się tym, co sobie wyznaczyłeś i podążasz założoną drogą. Jeśli to co zamieściłeś cieszy się sympatią i uznaniem innych, punkt dla Ciebie. Ale zadaj sobie pytanie: czy o to naprawdę Ci chodzi? Czy pokazujesz coś innym po to, żeby Cię dowartościowali, dzięki czemu poczujesz się lepiej? To droga donikąd. Własna droga oznacza bowiem zamieszczanie tego, co interesuje Ciebie, podoba się Tobie, bez względu na to, co pomyślą i jak ocenią to inni. Nawet jeśli wszędzie piszą, że tzw. ambitnych treści nie warto zamieszczać, bo zmęczeni pracą ludzie ich nie czytają…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *