Zosia Samosia

Wielu z nas ceni sobie niezależność i samodzielność. To że jesteśmy sobie panami i nic nie musimy. Możemy sami o sobie decydować, robić co nam się podoba. Oczywiście wszystko w jakiś rozsądnych granicach. Niby wszyscy lubimy, jak dzieci nas słuchają i są nam posłuszne, a sami rwiemy się ze smyczy, którą ktoś nam próbuje zarzucić. Chcemy wszystko robić sami i po swojemu. Brzmi znajomo?

Nie lubimy prosić o pomoc. To kolejna trudność, z jaką przyjdzie nam się borykać. Lepiej samemu próbować i próbować, aż pot będzie lał się z czoła. Dopiero kiedy za setnym razem mi się nie uda, zaczynam rozumieć, że może jednak czyjaś pomoc jest niezbędna. Czy to jednak nie jest zbyt późno? Czy warto aż tyle zwlekać?

Jak to, ja sobie nie poradzę?! – pytamy z niedowierzaniem sami siebie, nieraz w obecności innych osób, które widzą, że jednak brakuje nam umiejętności, sił itd., żeby czemuś podołać. Te osoby widzą dokładnie z zewnątrz, na czym polega problem. Widzą, że po prostu nie poradzisz sobie z czymś sam. Pewnie mówią Ci o tym otwarcie. Jednak Ty ich nie słyszysz. Jesteś zamknięty na ich komunikat, puszczasz go w przestrzeń. Nie dociera do Ciebie to, co mówią inni. Problem w tym, że przydałoby się (jak najszybciej) przyznać się przed innymi i co ważniejsze, przed samym sobą, że Ci się nie uda bez pomocy.

Ale… Jak tu o nią poprosić, kiedy to przecież Ty wiesz lepiej i to Ty jesteś mądrzejszy. Jak prosić o pomoc, skoro jest to oznaką słabości. Nawet jeśli ktoś próbuje Cię przekonać, że to żaden wstyd i żadna hańba, Ty masz inne zdanie na ten temat. W pocie czoła i znoju próbujesz wciąż udowadniać, że potrafisz sam. Traktujesz czyjąś pomoc jako swoją porażkę i oznakę słabości. Jako zagrożenie dla Twojego ego, które nie lubi, gdy ktoś mu się wtrąca i wciska. Jako potwierdzenie tego, że jesteś w danym momencie czy danej materii (dziedzinie) do niczego. Jakbyś stracił nagle wartość, wyblakł. Nie liczy się to, że dotychczas dawałeś sobie świetnie radę. To znaczy liczy się o tyle, że to Ci przeszkadza w poproszeniu o pomoc, kiedy tak naprawdę jej potrzebujesz. Nie mówię przecież o pierdołach i sytuacjach nieistotnych, choć właściwie takie też mogą dać Ci się w kość, jeśli na siłę będziesz wszystkim udowadniał swoją wartość. Wartość, która gdzieś się chwieje zamiast stać pewnie. Gdybyś był pewny siebie, wiedziałbyś, kiedy należy odpuścić. Kiedy uznać, że sam jednak nie dasz rady. Wyciągnąć dłoń po pomoc, zadzwonić po nią. Bez wstydu i poczucia, że to jakaś porażka czy przegrana. Bez przekonania, że od teraz to już wszystko stracone i jesteś do niczego.

Jesteś silny, nawet jeśli prosisz o pomoc. Jesteś silny, właśnie wtedy, gdy potrafisz o tę pomoc poprosić. To trudne w dzisiejszych czasach, gdy rośnie armia niezależnych, pozornie pewnych siebie ludzi, którzy chcą udowodnić swoją przebojowością, że są coś warci. Są jednak indywidualistami, samotnymi wyspami, którym nieraz daleko do innych wysp. Przykryci szczelnie swoją dumą niczym mgłą, przez którą trudno się przebić i znaleźć właściwą drogę.

Czy potrafisz prosić o pomoc, kiedy tego naprawdę potrzebujesz? Schowaj czasami dumę do kieszeni i nie myl tej cennej umiejętności ze słabością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *