Mali DOROŚLI

 

Czasem dokazują niczym najwięksi chuligani.
Nie panują nad swoimi emocjami.
Nieraz zdarza im się wybuchnąć z byle powodu.
Innym razem siedzą skuleni w kłębek i nic nie mówią, a ich ciało woła: „Dajcie mi wszyscy święty spokój!”
O kim mowa?

DŹWIGAJĄC BRZEMIĘ…

O dzieciach, które na co dzień widzą i znoszą więcej niż powinny. O tych, które dźwigają ciężar o wiele za duży jak na ich małe jeszcze plecy. Czasem jest to brzemię rozwodu rodziców, trudności w ich relacjach, zdrad i kłótni, czasem biedy i problemów finansowych, które nie mają końca, czasem alkoholizmu lub przemocy, której stają się przynajmniej świadkiem, jeśli nie także ofiarą. Są mali i bezbronni, a pomimo to, a może właśnie dlatego, ich rodzice wyznają zasadę, że „ryby i dzieci głosu nie mają”. Dlatego nie mogą się sprzeciwić. Wyrazić swojego zdania, że sytuacja w domu im nie odpowiada. Przecież nie mają wyjścia. Zależą od rodziców, którzy zapewniają im wszystko. Nieważne, że to wszystko czasami nijak się ma do zapewniania podstawowych choćby potrzeb, tj. potrzeba jedzenia czy bezpieczeństwa. Przecież mają dach nad głową, dziwi się ironicznie matka lub ojciec i nie rozumie, o co mi naprawdę chodzi. A że dzieci nie mają wyjścia? Niestety mają. Czasem nawet słyszą to wprost od rodziców, którzy potrafią im otwarcie powiedzieć, że ich nie potrzebują, że sobie poradzą. Że mogą je gdzieś wysłać…

ZAMIANA RÓL
A prawda jest jednak inna. Że rodzice potrzebują tych dzieci do niekończącej się walki pomiędzy sobą, do robienia zakupów i niańczenia młodszego rodzeństwa, do tego by ukryć palącą prawdę o uzależnieniu albo przemocy. Potrzebują ich, bo dzieci te pełnią rolę opiekuna lub partnera. Są po to, by móc się im wyżalić i znaleźć u nich pocieszenie. Nieważne, że pociesza ktoś kto nie rozumie problemów dorosłych, bo jest na nie za mały. Ważne, że rodzice mogą mówić i wyrzucić z siebie to, co ich boli. Czasami nawet zbyt wiele wyrzucić, tak że obrywa się również dzieciom. Słyszą słowa i przekleństwa, których potem wstydzą się nawet powtórzyć. Więc piszą je na kartce i pokazują mi w ukryciu mówiąc: „Ale niech pani nikomu o tym nie mówi!”. A mnie aż oczy płoną, gdy widzę koślawe i z błędem napisane najgorsze przekleństwa świata, które dziecko często słyszy w domu. Bo mama była zła…

MALI KRNĄBRNI
Potem idą do szkoły i muszą to odreagować. Zrzucić ciężar milczenia, chodzenia na placach i niezawadzania nikomu, który musiały znosić np. przez weekend. Idą i szumnie domagają się uwagi w szkole, pokazują na co ich tzw. „stać”. Nie zastanawiają się nad tym, że robią źle, bo przecież nikt nie dostarcza im dobrego przykładu. Czasami trudno jest im wytłumaczyć, że robią coś niewłaściwego, bo na co dzień widzą, że najbliższe im osoby tak postępują i nie ponoszą za to żadnej kary. Czasami mówię im, że tak być nie powinno, że rodzice nie powinni ich tak obciążać, a oni kiwają ze zrozumieniem głową i pytają tylko: „Ale co z tego?!” Tak jest i już. Niestety próby tłumaczenia wszystkiego rodzicom często nie przynoszą pożądanych rezultatów. Dziwią się oni, że np. ich dziecko, do tej pory tak bardzo pomocne w domu, nagle staje się krnąbrne i nie słucha nikogo, z nimi na czele. Co zrobić? – pytają.

ŻARTY i WYGŁUPY

A ja pytam się rodziców o to, gdzie miejsce na beztroskę ich dzieci, uśmiech i wygłupy? „Żartuje pani?!” – ciskają we mnie błyskawicami. „Przecież ja mam tak ciężko! Oni muszą mi pomagać.”

Nie żartuję. Przecież dzieci są tylko dziećmi i powinny pozostać nimi jak najdłużej. Przyjdzie jeszcze czas, że będą musiały dorosnąć i zmierzyć się z problemami świata dorosłych. Na razie ich rolą powinno być tylko BYĆ DZIECKIEM.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *