Mama na 100%

kubki-i-filizanki-12289810_5444300166

Najpierw musisz być mamą na 100%.

Co ja piszę?! Na 200 – bo nosisz w sobie nowe życie, więc jesteś jakby „razy 2” i tak też liczy się Twój wysiłek, zaangażowanie itd. Tak też dbają o Ciebie wszyscy dookoła lub też powinni dbać. A potem…

Mija 9 miesięcy.

Wtedy dopiero dowiadujesz się, co to znaczy: być matką. Tak naprawdę, bez próby generalnej, bez przymiarki. Tu i teraz. Czy Ci się chce, czy nie. Czy jesteś zdrowa, czy nie. Jeśli jesteś matką i byłaś kiedyś chora mając małe dziecko, to wiesz o czym mówię. Chyba nie ma niczego gorszego! Stop – wróć, jednak jest jedna taka rzecz. Ty chora, dziecko chore, mąż (reszta rodziny) chory/ chora. Nieważne wówczas jak Ty się czujesz, bo musisz przede wszystkim zadbać o dziecko i jemu zapewnić najlepszą ochronę i pielęgnację. A więc jesteś wówczas matką na 1000%, a może nawet więcej? Czujesz, że zaraz padniesz ze zmęczenia i się nie podniesiesz, choćbyś nie wiem, jak bardzo tego chciała. Nie dasz rady i tyle. Zasypiasz na stojąco, zasypiasz oglądając telewizję czy karmiąc dziecko, a potem nie budzi Cię jego płacz ani dobijanie się męża do drzwi. Twoje baterie się wyczerpują. A jednak musisz działać dalej… na pełnych obrotach! Bez taryfy ulgowej. Więc podnosisz się pomimo tego, że czujesz, że i tak zaraz padniesz. Jakie masz wyjście? Przecież kochasz swoje dziecko najbardziej na świecie i zrobisz dla niego wszystko. Może nawet więcej niż dla ukochanego męża/ partnera, bo on nie jest częścią Ciebie. Bo z mężem można się rozwieść, rozstać, a z dzieckiem nie. Ono zawsze będzie Twoje, z Tobą czy bez Ciebie. Część Ciebie na zawsze.

Wracając jednak do wątku procentowego, kiedy już w kilka tygodni czy miesięcy ogarniesz bycie mamą, nagle i (nie)spodziewanie okaże się, że jesteś dla swojego dziecka niezastąpiona, potrzebna tu i zaraz, bez dyskusji i chwili odpoczynku. A więc staną się Twoim udziałem zabawy z dzieckiem i spacery, czytanie mu bajek, opowiadanie o wszystkim dookoła i karmienie oraz kołysanie do snu. Gdzieś pomiędzy jeszcze wciśniesz pilnowanie i zwracanie uwagi na milion szczegółów, tak aby np. uczące się stawiać pierwsze kroki dziecko nie zrzuciło sobie wazonu na głowę albo nie zaplątało Ci się między nogami, kiedy niesiesz talerz z gorącą zupą…

I tak mija rok, dwa, trzy.

Twoje dziecko idzie do przedszkola i odkrywa, że można fajnie bawić się z kolegami, a nie tylko z mamą. Może masz już trochę więcej czasu dla siebie? A może to jeszcze nie ten moment, bo Twoje dziecko jeszcze chce Twojej uwagi i czasu, tego żeby je przytulić, pocieszyć, pooglądać razem z nim książeczki albo polepić z ciastoliny.

Znowu mija rok lub dwa, lub trzy.

I nagle dociera do Ciebie ta myśl, która wcześniej już drążyła nieśmiało Twój umysł: że Twoje dziecko jest już „duże”. I że nie potrzebuje Ciebie już tak bardzo jak kiedyś. Ty mu oferujesz wspólny spacer, a ono mówi: „Nie, dzięki, wolę wyjść na plac zabaw (przed blokiem).” albo : „Nie teraz, nie widzisz, że buduję?!” I nagle uświadamiasz sobie trochę z zaskoczeniem, a trochę z ulgą, że nie musisz być już mamą na 1000, a tym bardziej więcej procent. Może jeszcze niezbędne jest Twojemu dziecku te 100% Twojej uwagi i miłości, ale po tych kilku latach codziennej praktyki te 100% jesteś w stanie mu dać bez problemu. A i tak wiele czasu zostanie dla Ciebie samej, dla (zaniedbanego trochę) męża, dla innych. To coś nowego, prawda?

Siedzisz sobie…

Siedzisz i czytasz, siedzisz i pijesz kawę, leżysz i nawet oglądasz w ciągu dnia (!) interesujący program, a Twoje „duże już” dziecko jest zajęte sobą. I wtedy mój mąż mówi o naszym synu: „Jak to dobrze, że chociaż przychodzi do nas, żeby pomóc mu rozczepić te klocki. Gdyby nie one, to w ogóle by nie przyszedł!” A tak poważnie, to jeszcze wiele lat przed Tobą bycia mamą na 100% i wiele różnych problemów i trudności. Ale… siedząc sobie spokojnie czuję, że tak musi być: że dajesz z siebie wszystko po to, żeby potem mieć coś dla siebie. Jeśli dziś zainwestujesz w rozwój dziecka, rozwój jego wyobraźni, kreatywności, naukę czytania i zabawy, za jakiś czas ono samo zorganizuje sobie własne zajęcia, a Ty będziesz cieszyć się swoim życiem!

„Może Ci poczytać?”

Potem w taki wczesny, a już ciemny wieczór jesienny siedzisz sobie w domu z dzieckiem i pytasz je: „Może Ci poczytać?” A ono na to: „Nie, dzięki, wolę sam.” Więc siedzimy sobie i czytamy każdy to co lubi. I jest dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *