Matczyna prawda

Nikomu o tym nie mówiła.

Wiedziała o tym tylko ona i jej mąż. Dopiero, kiedy ona powiedziała jej, że wie, jak to jest, że rozumie, że można być aż tak zmęczonym, odetchnęła. Ona naprawdę rozumiała. Przeszła przez to samo. Jest fajną kobietą i chyba także dobrą matką. A powiedziała, że rozumie, że kobieta może… potrząsnąć niemowlakiem. Pomimo tego, że nigdy nie chciała go zranić czy skrzywdzić. A wszystko dlatego, że miała go tak serdecznie dosyć… Wiele osób tego nie zrozumie. Będzie oceniać. Negatywnie, rzecz jasna.

Przychodzi kobieta.

Mówi, że nie może pokochać swojego dziecka, które niedawno urodziła. Choć bardzo tego pragnie i się stara, jakoś jej nie wychodzi. Czasem jednak dostrzega jakieś przebłyski instynktu lub czegoś, co uznaje za takowy. Widać w jej oczach smutek i żal. Że musi się tak bardzo starać. Inaczej niż inne kobiety, na które miłość ot tak, spada i jest. Ona widzi i czuje, że z nią jest coś „nie tak”, dlatego sama szuka dla siebie pomocy. Czuje się winna…

Wezwana do szkoły zjawia się.

Odpowiada na każdy telefon i wiadomość w dzienniku elektronicznym. O tym, że jej syn źle się zachował, że kogoś kopnął lub uderzył. Że wściekał się bez powodu albo pyskował bez opamiętania. Tyle już razy usłyszała, że może nie jest dość konsekwentna? Że może mały ma za dobrze, bo ma wszystko, o czym zamarzy? Albo że źle go wychowuje, bo pozwala mu absolutnie na wszystko i jeszcze uczy go, że agresja jest ok. A przecież ona wie, że jest inaczej. Boli ją wszystko, kiedy tylko coś złego się dzieje, głowa lub serce nie dają jej spokoju. Jaką jest matką, pyta sama siebie i… nie znajduje na to pytanie odpowiedzi…

Wychowywała je podobnie.

Właściwie przecież, tak samo. Zawsze dzieliła czekoladę na pół i banana na dwie równe części. Ale i tak słyszała, że jest niesprawiedliwa. Bo przecież siostra ma lepiej. Że nie potrafi traktować ich tak samo. Z biegiem lat nawet w to uwierzyła. Wtedy kiedy jedna z córek, ta porządna, skończyła studia i znalazła super pracę. Wszystko szło jej wspaniale, do czasu. Druga zbyt szybko się zakochała i zaszła w ciążę nie skończywszy żadnej szkoły. Wtedy ta porządna zginęła w wypadku samochodowym, a świat jej matki się zawalił. Kobieta codziennie zastanawia się, co by było, gdyby była jednak bardziej sprawiedliwa…

Każda z nich jest matką.

Każdej przyszło przeżyć coś trudnego, czego się nie spodziewały. Z czym się nie pogodziły. Czemu nie potrafiły zapobiec.

Lubimy oceniać.

Wydawać sądy, jak jest i jak było. Nawet jak nic nie wiemy o sprawie i ludziach, których ona dotyczy. Wydaje nam się, że wiemy lepiej.

Prawda jednak jest inna.

Każdy ma swoją własną. Czasem skrywaną przed innymi, taką która potrafi bardzo ciążyć. A czasem widoczną, choć wcale nie chcemy jej pokazywać światu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *