Minimalizm

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

symbol-rownowagi-waga-skale_318-62801

Czy dlatego zainteresowałam się tematem minimalizmu, ponieważ za bardzo pochłonął mnie świat konsumpcji? Bo to chyba tak najczęściej bywa, gdy ktoś decyduje się na minimalizm i wybiera drogę opozycyjną wobec świata nadmiaru. W zamian za to decyduje się na:

dobrowolną prostotę, porządek, umiar, oszczędność, dyscyplinę.

Minimalizm – nowa MODA

Chyba nie do końca tak było ze mną, że zatęskniłam za tym, by coś zmienić. To raczej kwestia tego, żeby dowiedzieć się czegoś więcej na temat minimalizmu, który jak stwierdziłam w ostatnim czasie, co rusz wciska się na okładki modnych miesięczników. Ci, którzy go wybrali i pokochali, zachęcają czytelników, prezentując co musisz zrobić, by odmienić swoje życie. Oczywiście na lepsze. Mogę się mylić bądź nie, ale to taka nowa moda naszych czasów. Czasów przeładowanych rzeczami, gadżetami, z nadmiarem wrażeń i relacji interpersonalnych. Moda w świecie, który stale pędzi i nie chce się zatrzymać, za to wciska Cię w ten ogłupiający szum, od którego pęka Ci głowa. I boli serce. Bo dzisiejszy świat to świat nieustającego wyścigu, o to kto lepszy, piękniejszy i bogatszy. Niby nikt nie narzuca Ci takich reguł, ale sam niepostrzeżenie dajesz się wciągnąć w ten maraton. A potem dziwisz się, że nie masz siły na to, żeby cieszyć się z tego co masz, a na co tak długo i ciężko pracowałeś. To stres Cię dopadł i sprawił, że straciłeś już resztki logicznego myślenia, wyżarł Ci dziurę w mózgu i odszedł. A Ciebie zostawił z tymi wszystkimi beznadziejnymi myślami w samym środku bezsennej nocy.

Co więc masz zrobić? Czy tylko droga uwalniania się od nadmiaru rzeczy i wrażeń w celu prowadzenia skromnego życia może zapewnić Ci szczęście? Autorka „Minimalizmu po polsku” Anna Mularczyk – Meyer pokazuje, jak można czerpać satysfakcję i radość z życia, kiedy jest ono prostsze. Mówi o tym, jak minimalizm zmienił jej życie na lepsze. O tym, że zostanie minimalistą to długi proces, który obejmuje różne dziedziny życia, nie ograniczając się jedynie do zrobienia porządków w szafie z ubraniami, jak często bywa on powierzchownie przedstawiany. Minimalizm oznacza zaprowadzenie porządku w Twojej szafie, na półkach z książkami i rzeczami osobistymi, ale również w sferze finansów oraz zagospodarowanie przestrzeni życiowej i metrów kwadratowych w domu, a także Twojego czasu. W myśl zasady, że mniej znaczy lepiej. Tylko tyle i aż tyle, żeby życie nabrało kolorów.

A jednak nie zafascynował mnie minimalizm, nie oczarował w swej prostocie. I choć wiem, że konsumpcjonizm nie jest mi obcy, nie mam ochoty na aż tak radykalną zmianę. Dlaczego?

TAK dla UMIARU

Od dawna obserwuję, że tym co brakuje dzisiejszym ludziom do szczęścia to jedna cenna rzecz, której użyłam powyżej, niejako definiując minimalizm. To umiar. Przeciwwaga dla nadmiaru. Umiar w posiadaniu i przeżywaniu, umiar w pracy i zarabianiu pieniędzy. Umiar w ich wydawaniu, ale też oszczędzaniu. Umiar w tym co mam, co noszę, co posiadam, dokąd jeżdżę na wakacje, ilu osobom pokazuję swoją prywatność. Słowem, we wszystkim co składa się na nasze życie i szarą codzienność. Codzienność, która, jak pisze autorka książki: „potrafi czasem zaleźć za skórę”. Jednak „lepiej oswoić tę szaroburość i przykrości, od których chciałoby się uciec.” I może właśnie o to chodzi, żeby polubić codzienność taką jaka ona jest, bez jej zaklinania, koloryzowania na wyrost, żeby innym pokazać, że żyje mi się wystarczająco dobrze. Przecież nie o to chyba chodzi? Ale żebyś sam to poczuł na swojej skórze, zwłaszcza wtedy, gdy Twoje życie daje Ci popalić.

Wydaje mi się, że nie doceniamy umiaru i nie potrafimy go stosować, stąd nasze wahania i zmiany upodobań – by z otchłani zakupoholizmu wskoczyć na przeciwległą szalę – minimalizmu, skrajnie – nawet ascezy. Od maksymalnego wydawania i otaczania się rzeczami po nałogowe wyrzucanie ich tylko po to, by mieć ich nie więcej niż np. 100 czy 50. A czy to ilość rzeczy definiuje nasze poczucie szczęścia? Bez względu na to czy mała, czy duża… Zostawiam Cię z tym pytaniem Czytelniku.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *