Moje zajęcia w szkole

Ile można zrobić przez 1 godzinę pracy tygodniowo z uczniem?

Ja tyle pracuję ze „swoimi” dziećmi. Spotykamy się średnio 4 razy w miesiącu. Trochę mało.

Zwłaszcza, że zajęcia najczęściej odbywają się w grupach. Niby indywidualnie można z dziećmi zrobić więcej. Problem jednak w tym, że one nie lubią generalnie być na lekcjach same z nauczycielem. Podobnie jest w przypadku nauczania indywidualnego, choć niewątpliwie wówczas praca z uczniem, zwłaszcza takim, który posiada szczególne trudności lub zaległości, jest bardziej efektywna.

Ale zajęcia terapii psychologicznej rządzą się trochę swoimi prawami. Dzieci lubią być w grupie, bo w grupie jest raźniej. Lubią razem śmiać się i wygłupiać, grać w gry i wygrywać. Nie zmienia to jednak faktu, że czasami, a nawet często zdołają też w międzyczasie nieźle się pokłócić czy razem napsocić. Powiedzą sobie niejedno niemiłe słowo, obrażą kogoś lub obrażą się na siebie nawzajem. Czasem także mnie się dostanie, a jakże! Przecież niejako jestem częścią grupy, choć wszyscy uczestnicy wiedzą, że nie do końca tak jest. Zdumiewa mnie czasami różnorodność nastrojów dzieci, ich zmienność, jaką mogę obserwować w ramach tej 1 godziny. Nieraz uczeń przychodzi wesoły i uśmiechnięty, myślę więc sobie: „To będzie fajna godzina.”, a za 10 minut rzuca już błyskawicami ze wściekłości. Taka moja karma ;-). Ale…

Gdzie indziej mogą „moje” dzieci nauczyć się, jak funkcjonować społecznie jak nie w szkole? Poza nią mają więcej lub mniej takich okazji. A w szkole uczą się współpracy w grupie, tego że nie wszystko kręci się wokół nich, że nie są centrum wszechświata i że czasami trzeba wyciągnąć rękę do kolegi, żeby się z nim pogodzić, choćby dlatego, że się od niego coś chce! Nieraz myślę, że nieważne jak, ważne, by były efekty.

Dlatego proste rozwiązania są najlepsze. Dzieci lubią grać w gry planszowe, podczas których uczą się, co to znaczy rywalizować. Cieszą się z wygranej, choć nie brakuje sytuacji, gdy ktoś, zwłaszcza przegrany, zaczyna marudzić, że absolutnie on już w tę grę nie będzie grał. No to muszą się dzieciaki dogadać, co innego będą robić. Ważne, żeby doszły do porozumienia. Choć nie czarujmy się, jak to w życiu bywa, również i tutaj nie brakuje sytuacji, gdy kompromisu nie udaje się osiągnąć. I wtedy… muszę wkroczyć do akcji ja, by poskromić co niektóre rogate główki, utemperować charakterki! Bywa, jak to w życiu, jak to między dziećmi. Grunt, gdy godzina mija, dzwonek dzwoni, a dzieci mówią: „Jak to, już koniec?!”

Ale nie bądźmy przesadnymi optymistami! Bywają także gorsze dni, gdy dzieci nie chcą pracować i czekają z utęsknieniem na dzwonek. Ja czasami też czekam… Ale zawsze wtedy myślę sobie, że może następnym razem będzie lepszy dzień i wszystko lepiej się potoczy. Choć przyznam szczerze, zawsze najfajniej jest, jak człowiek się tego w ogóle nie spodziewa i nie ma żadnych oczekiwań. Wtedy czas płynie gładko, dzieci grzeczne, uśmiechnięte współpracują zgodnie, słowem – sielanka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *