Na śmierć i życie…

Kasia zakochała się w Marku od pierwszego wejrzenia.

Zauroczył ją tym, że był bardzo męski i szarmancki. Umiał też świetnie tańczyć oraz gotować, co Kasi wychowanej w rodzinie o tradycyjnym podziale ról wydawało się szczytem marzeń. Marek szybko zaczął snuć plany o domku z ogródkiem i gromadce dzieci. Wszystko wydawało się świetnie układać. Marek dostał wymarzoną i dobrze płatną pracę, co jeszcze bardziej skłaniało matkę Kaśki, by wciąż szeptać córce do ucha, że znalazła wymarzonego kandydata na męża.

I rzeczywiście, ślub szybko się odbył.

Wesele było huczne i z rozmachem, rodzina długo je wspominała. Wszyscy uważali, że Kaśka i Marek to idealnie dobrana para, która odtąd będzie szczęśliwie szła przez życie.

I choć oczywiście zdarzały im się kłótnie i sprzeczki, raz mniejsze, raz większe, to wszyscy dookoła, rodzina i znajomi byli zupełnie zaskoczeni, kiedy okazało się, że po pięciu latach małżeństwa Kaśka nagle złożyła pozew rozwodowy. Żadne znaki na ziemi i niebie nie zapowiadały bowiem w tym czasie tego, co miało się dopiero wydarzyć…

Szybko bowiem okazało się, że o gromadce dzieci Kaśka z Markiem mogą zapomnieć. Ich plany ulotniły się, dopadła ich twarda rzeczywistość. Nagle Marek przestał być tak bardzo pomocny i szarmancki, a Kaśka zmieniła się w wybuchową i krytyczną. Fantazja męża w kuchni, która kiedyś Kaśkę tak rozczulała, teraz sprowadzała na dom istne pioruny i błyskawice…

Dobra, powiecie, przecież tak się zdarza.

Czasem nawet pary, które początkowo wydają się pasować do siebie idealnie, rozchodzą się. Bywa. I ja też mówię temu: OK. Wiecie, wzrasta odsetek rozwodów, ludzie narażeni są na nieustający stres, a jednocześnie wszędzie słyszą, że są najlepsi i zasługują na to, co najlepsze. Więc pragną wielu rzeczy i jeszcze więcej oczekują od swojego partnera czy partnerki. I kiedy on lub ona nie są w stanie temu sprostać, coś się kończy, coś ulatnia. Para się rozstaje. Ja to rozumiem. W porządku. To są dorosłe (?) decyzje dorosłych ludzi. Ale…

Po tym rozstaniu zostają najczęściej jakieś Dzieci.

Dzieci, których podzielić na pół się nie da, tak żeby było po równo. Można za to drugiej stronie dokopać, dowalić tym, że zabierze mu się dziecko lub wszystkie dzieci. I robić wszystko w takim kierunku. Może oskarżyć go o przemoc? Najlepiej, żeby była i fizyczna, i psychiczna. W sumie seksualna też nie zaszkodzi. Przecież ten seks po ostatniej kłótni, co to był na zgodę, to w sumie można uznać, że nie był za obopólną zgodą. Można rozbebeszyć całe swoje prywatne życie, wywlec wszystkie szczegóły, nie tylko tzw. brudy, co to nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Kiedy się rozwodzisz, masz przecież masę czasu. Na przemyślenia, ustalenia, opracowanie strategii. Kaśka mówi, że tak jej doradziła pani adwokat. Ponoć babka jest najlepsza, jeśli idzie o rozwody w mieście. Bierze za otwarcie drzwi tyle, co Kaśki trzymiesięczna wypłata, ale to tylko sprawia, że Kaśka wie, że gra jest warta świeczki. I że to ona ją na pewno wygra. Nie może być inaczej. Przecież pani adwokat tak mówi. Kaśka ma odtąd wszystko nagrywać i gromadzić wszelkie dowody, by pogrążyć Marka. Postawić go w złym świetle. Jakieś nieistotne informacje? Zawsze można podrasować i nadać im nowy sens. Coś się pani przypomniało sprzed ślubu? On na pewno miał już wtedy wobec pani złe zamiary! Udowodnimy mu, że od początku nie nadawał się na męża, a tym bardziej ojca. Dlatego nie może sprawować opieki nad dzieckiem, więc trzeba koniecznie postarać się o to, by ograniczyć im kontakty lub nawet lepiej – zupełnie je wyeliminować. Synek jest przecież mały, szybko tatę zapomni, a pani na pewno jeszcze znajdzie kogoś bardziej odpowiedniego, z kim będzie pani chciała sobie na nowo ułożyć życie, prawda? Dla Kaśki te słowa są niczym balsam dla spierzchniętej skóry. Już obmyśliła sobie w głowie sprytny plan, podsunięty w zdecydowanej większości przez panią adwokat, o swoim nowym i lepszym życiu. Bez Marka. Tylko z ukochanym synkiem…

Problem w tym, że synek codziennie wieczorem pyta mamę o tatę i o to, kiedy on wreszcie wróci do domu. Chce pobawić się z nim czołgami lub poukładać puzzle, bo tata sobie z nimi lepiej radzi od mamy. Chce mu opowiedzieć o tym, że przywalił dziś Jackowi w przedszkolu, bo był na niego bardzo zły za to, że ten dokuczał Ani. Oraz o tym, że nie okazał się tak jak zawsze mazgajem. Chce… jest tyle rzeczy, które pragnie robić razem z tatą. Ale codziennie słyszy od mamy, że odtąd już zawsze będą sami. Sami mieszkać i dbać o siebie. Bo tatuś zdecydował się ich zostawić i pójść sobie do innej pani. Dlatego musisz być odtąd bardzo dzielny! – słyszy chłopiec i czuje się tym coraz bardziej przerażony. Tym, że ma szybko dorosnąć i wspierać mamusię, bo jej będzie teraz bardzo ciężko. Nikt nie pyta, czy jemu – Bartkowi tak nie jest? A przecież płacze codziennie w poduszkę po cichutku, tak żeby mama nie słyszała. Bo nie chce jej zawieść. Bo widzi i słyszy, jaka jest ciągle zła i smutna z powodu taty. Dlaczego tak się dzieje? – Bartek pyta sam siebie przed snem. Tyle w tym wszystkim znaków zapytania. Tyle niepewności. Nie podoba mu się to wcale. Ale nic nie mówi. Musi być dzielny. I sobie poradzić…

Cała armia ludzi stoi za tymi, którzy kiedyś tworzyli rodzinę i się kochali.

Mieli wspólne marzenia i plany. Bańka jednak prysła, a teraz adwokaci, psycholodzy, psychiatrzy i inni specjaliści muszą zarobić. Więc jedna strona dowala drugiej. Im bardziej chamsko, tym lepiej i skuteczniej. Nie liczy się to, co było. Z planu widzenia znikają wspomnienia, blaknie przeszłość. Wszystko robione jest dla dobra dziecka, któremu jednak nie sposób jest wytłumaczyć, że rodzice walczą na śmierć i życie, bo… je kochają…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *