Nieidealnie na Święta

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Ubieram choinkę. A właściwie ubieramy. Syn wybiera różne bombki, a na moje protesty, że ta nie pasuje do tamtej, odpowiada: „Mama, robimy na bogato!” Na bogato? – dziwię się. No dobra. No to idę po jeszcze jedno pudło, żeby mógł sobie coś z niego wybrać pstrokatego, chwytam je, biegnę radośnie do kuchni, gdzie drzewko już nabiera kolorów i nagle…. bęc! Całe pudło ląduje na ziemi, ja na szczęście cudem unikam wylądowania na nim. Bombek zwłaszcza tych cieniutkich, szklanych nie udaje się jednak już reanimować, cała podłoga za to lśni i błyszczy. Biorę więc odkurzacz i odkurzam przez jakieś pół godziny już mniej radośnie, a moi panowie dzielnie dekorują drzewko. Krzyczę do męża, żeby nadzorował całą sytuację, ale już w momencie wypowiadania tych słów wiem, że będę żałowała tego, że to mówię.

Kończę odkurzać i wkraczam do kuchni. I zamieram. Choinka, owszem, stoi, ale ustrojona pstrokato lub jak kto woli – na bogato, a szklane bombki ledwie co trzymają się na gałązkach. Za chwilę będę miała znów co odkurzać! Wszędzie pełno brokatu, nikt się nie spieszy ani nie spina, choć przecież kolację już czas szykować. Już ja im pokażę!

Wtem widzę jednak zadowoloną minę naszego syna, który stwierdza z uśmiechem, że ubieranie choinki to taka przyjemna czynność. Mąż uważa, że nie ma się czym przejmować. Że przecież wszystko do wszystkiego pasuje. Tylko ja sobie coś ubzdurałam!

Dobra. Odpuszczam! Myślę sobie, że nie warto się kłócić o bombki, skoro jest dobra zabawa. Nie warto psuć nastroju tylko dlatego, że nie jest doskonale i wzniośle, tak jak to pokazują w reklamach, gdzie dzieci cudnie grzeczne wraz z elegancką mamą stroją dostojnie dostojną choinkę. Tam nie ma miejsca na nieprzemyślane kroki i przypadkowe ozdoby. Wszystko jest piękne i z rozmachem. U nas mniej, stwierdzam to z bólem serca. Ale i tak odpuszczam. Wiem już, że nie warto. Nie warto kłócić się o bombki. Ale nie tylko o nie. Nie warto robić afery z byle powodu.

Nie oszukujmy się, afery czasem są nieuniknione. Ponoć dopóki jest dym, jest i pożar. Czytaj: jak się kłócą, to im na sobie wzajemnie zależy. Owszem, często tak jest. Choć widziałam już przypadki, gdy ludzie kiedyś ze sobą związani, potrafiliby dosłownie pozabijać się, tak bardzo się nienawidzą. Tam na pewno nie ma co doszukiwać się czegoś dobrego. Ale tak przeciętnie, jak Kowalscy czy Karczarowie (Karczmary? – nie wiem, czy i jak się odmienia nasze nazwisko, więc tego nie robię) kłócą się ze sobą o bombki tzn., że jest ogień, który ogrzewa ich rodzinę. Komuś zależy, a nie że wszystkim jest wszystko jedno.

Problem w tym, że lubimy stawiać na swoim. Lubimy, żeby było po naszemu. Bombki takie jak lubię i koniec. Tu nie ma miejsca na kompromisy i tzw. dogadanie się. „JA” – krzyczysz ciągle i domagasz się, żeby tylko Twoje „JA” było słyszane. Jesteśmy egoistami w różnego typu relacjach, którzy zapominają o tym, że dzielić z kimś życie to także liczyć się z nim. Z jego zdaniem, opinią. Nawet jeśli różni się ona od mojego. Na tym to właśnie polega. Dzielić z kimś życie to też umiejętność ustępowania. Nie musisz zawsze czekać, aż druga strona zrobi ten pierwszy krok. Tak jest łatwiej. Poczekać i utwierdzić się w przekonaniu, że „wygrałeś”. Choć tak faktycznie nieważne czy masz rację, czy jej nie masz. Liczy się efekt. Czyli to czy jesteśmy razem szczęśliwi z tą choinką niedoskonałą, ale naszą wspólną.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

3 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *