Normalnie… czyli z dzieckiem

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Macierzyństwo da Ci wiele niezapomnianych chwil. Z ojcostwem pewnie jest podobnie. Chwil, dla których warto żyć – kiedy np. będziesz czuł, że jesteś kochany NAJBARDZIEJ na świecie. Tak jak nikt inny nie będzie Cię kochał i potrzebował. Ot i kropka. Ale…

Jeśli myślisz, że macierzyństwo lub ojcostwo nie będzie od Ciebie wymagało poświęceń i wyrzeczeń, to jesteś w błędzie!

Niczym bańka mydlana…

Bycie rodzicem jest niczym bańka mydlana, która delikatnie unosi się na wietrze i zachwyca swoim wdziękiem, by za sekundę pęknąć. I czar pryska. Często reklamy mamią nas, że nie musimy z niczego rezygnować jako rodzice. Chcemy pracować? Proszę bardzo, możemy pracować, realizować się… lub zaharowywać, jak kto woli. Możemy lub nawet powinniśmy mieć też siły i chęci na własne pasje i zainteresowania, bez nich ani rusz, będziesz nudny! Przecież nie można być „tylko” rodzicem co gra w planszówki i ogląda bajki, prawda?!

I tak mamieni wizją idealnego rodzicielstwa, którego nic nie mąci, staramy się żyć NORMALNIE. Normalnie czyli jak? Jak ludzie bez dzieci, przynajmniej małych dzieci. A więc staramy się robić to, co robią inni – jeździć na wakacje, chodzić do restauracji, do opery. Przecież dziecko nie może Cię ograniczać, słyszysz zewsząd pewny przekaz! Problem tylko, jak to zrobić?

W kinie.

Ostatni weekend. Jesteśmy w kinie na bajce. Dodam, że czekałam długo, aż mój syn podrośnie na tyle, żeby móc go zabierać do kina. A że nie mamy kina w Wieluniu (nad czym bardzo ubolewam!) i do najbliższego musimy pojechać około 60 km, więc tym bardziej przebierałam nóżkami ze zniecierpliwienia. A więc jesteśmy w kinie, bajka trwa w najlepsze, wszystkim nam się podoba. Tylko rząd przed nami jakaś dziewczynka skacze, krzyczy, domaga się jedzenia i wyjścia non stop. Myślisz sobie, co to za dziecko, którego nawet „Sing” nie cieszy? Otóż, za małe na kino. Mała nie rozumie bajki, bo jest ZA mała. Ledwie coś tam mówi, a właściwie zaczyna. I w ten sposób domaga się uwagi rodziców, którzy pochłonięci są seansem. Oni przecież starają się żyć NORMALNIE. Pół biedy, że to była taka bajka! Kiedyś pamiętam, jak wychodząc z kina po jakiejś „mocniejszej” bajce widzieliśmy kilkoro płaczących, co ja mówię, zawodzących maluchów, przerażonych tym co przed chwilą widziały. Ekran bowiem za duży, muzyka za głośna, jakiś pożar okropny w tle i musimy dziecko uspokajać jeszcze przez godzinę po wyjściu.

Wakacje… i rosyjski balet.

Ale to nic takiego… Ubiegłe wakacje. Od kilku dni pogoda jest fatalna, właściwie odkąd przyjechaliśmy, ale cieszy nas każde przedpołudnie bez deszczu. Ale tego dnia pada, a właściwie leje. Codziennie jemy obiad w miłej, małej knajpce. Dziś jednak nie da rady usiąść na zewnątrz, bo w najlepszym przypadku wleje się nam za kołnierz. Więc ciśniemy się w środku razem z resztą klientów. Ludzie jedzą szybko obiad, po czym zwalniają miejsca następnym, rozumiejąc powagę sytuacji uciekają do swoich pokojów. Nagle słyszymy płacz dziecka. Nie wiem, czy było tak głodne, czy coś je tak rozwścieczyło, ale jego wrzask zagłuszał wszystko inne. Cała sala ludzi z ponurymi minami jadła obiad, próbując nie zwracać uwagi na dziecko, które nie przestawało krzyczeć nawet na sekundę. Ale się nie dało! Dziecko było  głośne, bardzo głośne, sine i nieprzytomne od płaczu. A jego rodzice… jedli najspokojniej w świecie obiad.

Nie wspomnę jeszcze o innym przypadku – balet rosyjski, ponad trzygodzinna wątpliwa przyjemność dla małych dzieci. Podczas przerwy owe dzieci chciały dosłownie wyjść z siebie. A tu kolejka do toalety na kilometr… Wytłumacz to dziecku.

Pokerowa twarz i niemy krzyk. 

Takich przykładów jak te wyżej można by mnożyć i wymieniać bez końca. I nie chodzi mi o to, by zamknąć się z dzieckiem w czterech ścianach i nie mieć nic z życia. Że teraz to tylko ciepłe kapcie, kąpiel i góra film wieczorem w telewizji, o ile wcześniej nie zaśniesz ze zmęczenia. Ale… dzieci nas ograniczają, tak uważam. Macierzyństwo czy ojcostwo wiążą się z milionem wyborów, które musimy podejmować nie zawsze tego chcąc. Te wybory nie zawsze są udane, bo potem zamiast przyjemności, mamy więcej udręki z wyjścia czy wyjazdu z dzieckiem. Niektórzy jeszcze próbują zachować pokerową twarz, ale wszystko w środku aż im krzyczy ze wściekłości. Bo chcieli mieć spokojne wakacje lub udany wieczór. A tu się nie da. Jakieś pocieszenie? Że może kiedyś wreszcie będzie lepiej. I będzie można spokojnie obejrzeć film w kinie, choćby bajkę… A póki co może warto dawkować sobie i dzieciom przyjemności,… żeby nimi pozostały.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *