Ograniczenia w Twojej głowie

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Są niczym ściana, na którą wjeżdżasz tak jak samochodzik, któremu koła kręcą się w miejscu.

Kręcą się i kręcą, a on jedzie z trudem, tyle że w miejscu.

Ty też nie jedziesz, a raczej nie idziesz do przodu.

Stoisz, przyparty do muru ograniczeniami, które wżarły się w Twój umysł.

Tyle razy już je słyszałeś, że jesteś je w stanie wyrecytować nawet gdyby wybudzili Cię w samym środku nocy i kazali stać na baczność.

W końcu to one stawiają Cię do pionu, czy tego chcesz czy nie. Sprawiają, że kiedy je słyszysz, dziwnie się prostujesz i szerzej otwierasz oczy. Zaskoczony? Nie. Zdumiony? Też pudło.

Wszystko jest Ci przecież dobrze znane. Znajome aż do bólu.

No właśnie.

Niemiłe te słowa, jakieś paskudne.

Niby może wypowiedziane przypadkiem.

A może zupełnie umyślnie.

Rzucone w locie, tak że właściwie ich nie słyszysz.

A jednak słyszysz je ciągle.

Są z Tobą każdego dnia.

Biją się w Twojej głowie.

Domagają się uwagi.

Czy to co słyszysz, to prawda?

Pewnie tak. Tak przynajmniej myślisz.

Myślisz tak, bo już dawno zwątpiłeś w swój zdrowy rozsądek.

Dawno też straciłeś dystans do tego, co mówią inni.

A może Ty sam fundujesz sobie takie zabójcze perełki, które sprawiają, że zamiast działać, tkwisz w miejscu? Dlaczego?

Nie jesteś dość dobry?

A może nie dość zdolny czy wykształcony?

Nie masz tego lub tamtego, a może właśnie masz czegoś za dużo (wad? albo kilogramów?)

Jesteś zbyt… lub za mało…

Zawsze nie taki jak być powinieneś.

No więc właśnie, jaki powinieneś być?

By się polubić.

By DAĆ się polubić.

Sobie samemu.

By się zaakceptować.

Wreszcie – by zasłużyć…

Na szczęście i czyjąś miłość lub przyjaźń.

Może lepszą pracę i fajną przyszłość.

Może ograniczenia, które sobie do tej pory sam (lub z czyjąś pomocą) narzucałeś, sprawiły, że uważasz, że nie zasługujesz na to, by samemu sobie dać szansę.

Na lepsze jutro.

JESTEŚ TYLE WART, ILE W TO WIERZYSZ.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *