Okpić czas…

Co chciałbyś, żeby spotkało Cię po śmierci?

Nie pytam Cię o niebo, które z pewnością wybrałbyś ponad piekłem.

Swoją drogą, ciekawe jaki odsetek nas – grzeszników ma szansę zamieszkać pośród czystego błękitu?

Pytam o to raczej, czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad tym, czy wolisz, by Twoje ciało zostało złożone w ziemi, czy może chciałbyś, żeby zostało spalone, a Twoje prochy spoczęły w eleganckiej urnie lub zostały gdzieś rozsypane…?

Może jesteś zaskoczony moimi pytaniami, ale przecież za nami Święto Wszystkich Świętych i Zaduszki. Czas zadumy i refleksji.

Od zawsze wiedziałam, że chcę być skremowana. Odważam się to teraz napisać. A co mi tam! Może niektórzy uznają mnie za nienormalną (zawsze się dziwię, jak wiele rzeczy i zjawisk może niechlubnie zasłużyć sobie na to określenie), ale to też niespecjalnie mnie rusza. Pomysł na wpis ten pojawił się przy okazji Święta 1 listopada, podczas którego odwiedzamy groby bliskich zmarłych. Pomyślałam wówczas o czasie „po” słuchając piosenki Maryli Rodowicz, której nie znoszę w jarmarcznym wydaniu, a która urzeka mnie piosenką „Łatwopalni”:

„A my, tak łatwopalni,
Biegniemy w ogień,
By mocniej żyć.
A my, tak łatwopalni,
Tak śmiesznie marni,
Dosłowni zbyt.

Wiem, że można inaczej żyć,
Oszukać, okpić czas.
Wiem, jak zimno potrafi być,
Gdy wszystko jest ze szkła.”

Jacy marni jesteśmy, zwłaszcza w swoich próbach przegonienia czasu, zapanowania nad jego upływem, zamknięcia go w jakieś ramy. Zamiast skupić się na tym, co jest nam dane i co ważne, niczym ślepcy błądzimy we mgle, tracąc dystans i zdolność racjonalnej oceny tego, co dzieje się wokół nas. Budujemy rodziny i domy ze szkła, w których nie ma ciepła, są za to piękne meble i drogie gadżety. Nie ma miłości i bliskości, jest za to pustka, która kłuje w oczy i serca. Nie potrafimy dostrzec tego, że czas upływa, że jest nam dany raz na zawsze, bez możliwości zrobienia jeszcze jednej próby przed ostatecznym występem. Występ jest tu i teraz. Na żywo. To co się uda, zostanie przyjęte owacjami na stojąco. To co się nie uda, wywoła niezadowolenie, może nawet buczenie publiczności. Czasem może nawet się nie spodziewasz, że coś pójdzie nie tak. Myślisz, że wszystko można naprawić, naprostować. Owszem, o ile czas nam na to pozwoli. Prawie nigdy nie bierzemy czasu pod uwagę. Tego, że zepsute relacje, przyjaźnie i związki może nigdy już nie zostaną odbudowane, bo to właśnie czas nie pozwoli nam na to. My nie pytamy go o zdanie, ale on nas również nie pyta. Nie czeka, aż coś dokończymy. Biegnie, a my bezskutecznie staramy się go dogonić.

A przecież czasu nie zatrzymamy, nigdy też nie zdołamy nim rządzić, choćbyśmy nie wiem, jaką władzę posiadali. On jeden wymyka się nam spod kontroli. Nie daje się ujarzmić. Nikt nie lubi jego upływu. Młodzi ani starzy. Nikt nie lubi oznak przemijania, choć niektórym udaje się oswoić choćby zmarszczki. Rzadko jednak rozmawiamy o śmierci i o tym, co potem. Gdy ktoś porusza taki temat, słyszy najczęściej: „Daj spokój, co ty gadasz?!” Zawsze z wyrzutem. A przecież śmierć nie przychodzi do nas dlatego, że tego chcemy, ale dlatego, że sobie nas wybiera. Wybiera też czas, w którym się pojawia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *