Pierwsze wrażenie

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

MOC PIERWSZEGO ZDANIA.

Wreszcie pojęłam, że pierwsze zdanie jakie ktoś pisze, decyduje o tym, czy przeczytam cokolwiek więcej jego autorstwa. Też tak macie? Ostatnio na blogu polubionym przez kogoś znajomego czytam zdanie w stylu: „Dawno, dawno temu, w zaczarowanej krainie…” Tyle. Nie skusiłam się na więcej. Nie była to żadna bajka, tylko jakaś jej namiastka w połączeniu z poważnym tematem. Mnie nie przekonała taka forma. Może dlatego, że jestem realistką aż do bólu. A więc pora rozprawić się z brutalną prawdą, taką która może nie pochlebia, ale może przynieść mi coś pozytywnego na przyszłość.

Mowa o efekcie pierwszego wrażenia. Jeśli pierwsze zdanie jest dobre, zainteresuje lub rozbawi Cię, brniesz, zagłębiasz się w tekst. Jeśli nie, porzucasz go, w jego miejsce zaś wskakuje zaraz coś bardziej odpowiedniego. Czy tak powinno być?

SZYBKIE CZASY.

Nie, jednak żyjemy w czasach, które oceniłabym jednym słowem „szybko”. No może dwoma: „szybko i szybciej”. Masz kilka sekund, by sprzedać się w realu. Jakieś 10 do 15 sekund, bo o to ciągle sprzeczają się naukowcy, decyduje o tym, jak oceni Cię Twój rozmówca, czy wydasz mu się interesujący, atrakcyjny. Decyduje Twoje spojrzenie, to czy nawiążesz z nim dobry kontakt wzrokowy, czy patrzysz śmiało, czy uśmiechasz się, czy Twoja postawa jest pewna i otwarta. Dopiero gdzieś na końcu ma znaczenie, co dokładnie mówisz. Trochę to przerażające, ale niektórzy na tym zyskują. Na przykład mój mąż, któremu do dziś wypominam, jakie głupoty opowiadał na naszej pierwszej randce. Gdyby liczyło się przede wszystkim to co mówił, nie miałby szans na wspólną przyszłość ze mną. A tak trwamy już razem dobrych parę lat. Jedno się nie zmieniło – dalej czasami opowiada rzeczy, które powinien przemilczeć. Ale moje pierwsze wrażenie stworzyłam na podstawie jego e-maili do mnie. Poznaliśmy się przecież przez Internet. Dopiero potem było pierwsze wrażenie „na żywo”. Które zwycięża w takim wypadku?

BRUTALNA SELEKCJA.

W Internecie jest trochę inaczej niż w życiu. Tak samo szybko, a nawet dużo szybciej. Wszystko jest na już i wszystkiego jest mnóstwo. Także informacji i tekstów. Dlatego ten kto czyta, chcąc nie chcąc szybko uczy się dokonywać wyboru, co go interesuje, które strony warto odwiedzić, a na które szkoda czasu. W samym jednak tekście nie ma głosu, uśmiechu (takiego prawdziwego), nie widać gestów i mowy ciała. Wtedy zwycięża słowo, a więc test. Czy jest interesujący, fajny, ciekawy, czy raczej nudny i słaby. Weryfikacja następuje błyskawicznie. Sama tak robię. Oceniam szybko, odruchowo. Podoba mi się, czytam dalej. Nie, zamykam stronę. Nie czytam też tekstów zbyt długich. Wniosek dla mnie – czasami warto ograniczać się w liczbie słów.

FILMIKI. 

Jedno w zakresie pierwszego wrażenia w Internecie jest dla mnie bardzo ciekawe. Wielu czytelnikom brakuje tradycyjnego kontaktu z autorem w postaci jego głosu czy uśmiechu, stąd tak duża popularność filmików. Czy ktoś kogo testy czytacie zyskuje, gdy zobaczycie go dzięki nagraniu? Pewnie bywa różnie. Filmik to zdecydowanie nie to samo co kontakt face to face, ale jednak to jakaś namiastka.

DRUGIE WRAŻENIE.

Wierzę, że choć pierwsze wrażenie bardzo często jest trwałe i trudno je zmienić przez to, że niejako wdrukowuje się w nas, to jednak czasami dajemy ludziom drugą szansę. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Ale zdarzyło mi się nieraz, że ktoś niefajny bardzo zyskiwał przy dłuższym poznaniu, a ktoś fajny – przeciwnie, tracił. Dowodzi to jednemu – że pierwsze wrażenie nigdy nie musi być ostatnim. I to najbardziej pozytywna refleksja w tym temacie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *