Po czasie.

Dzwoni nieznajomy facet i mówi, że chce się zabić. Ja jedną ręką mieszam i doprawiam obiad, drugą macham do dziecka, żeby mi wyszło z pokoju. Kiedy pytam swojego rozmówcę, skąd dzwoni, mówi mi, że przecież to nieistotne, bo on chciał tylko z kimś pogadać. I że wybrał mój numer przypadkowo z internetu. Jakoś mu jednak nie wierzę. Zastanawiam się, czy to jakiś żart, czy co…

Nie prowadzę porad przez telefon. Podaję mu namiary na telefon zaufania, gdzie może uzyskać fachową pomoc. Cisza. Żadnego dziękuję ani przepraszam.

Przerwa świąteczna. Dzwoni znajoma. Chce namiary na psychologa, co to się dziećmi zajmuje. Mam kogoś polecić. Najlepiej z Wielunia lub okolic. Już nie polecam. Co chwilę bowiem dowiaduję się, jak psycholog X lub Y pracuje, jakie ma metody, czym się kieruję. Sama wyznaję inne zasady, więc mówię znajomej, że nikogo nie mogę jej stąd polecić z czystym sumieniem. Ona mi na to, że w sumie to by do mnie przyszła chętnie, ale, stara śpiewka, nie chce do kogoś znajomego itp., więc może lepiej do kogoś innego. Sorry. Nie prowadzę książki adresowej konkurencji. Niech każdy sam decyduje, do kogo się wybierze i potem ocenia, czy było warto. Znam takich, co jako okoliczni psychoterapeuci wyciągają z klienta 10 x moje jedno spotkania, a nie wnoszą do jego życia nic odkrywczego. Ale jeśli klient sam się o tym przekona, bardziej odczuwa potem pustkę w portfelu.

Trzy. Nie pracuję non stop. Mam rodzinę i swoje życie prywatne, które jest bardzo ważne. Chyba najważniejsze, bo nie wyobrażam sobie siebie bez Nich dookoła. Wszystko inne to dodatek. Nie zamieszczam jednak na bieżąco w sieci (pomimo prowadzonego bloga) relacji ze swojego życia, bo nie mam takiej potrzeby. Nie umiem i nie chcę sprzedawać tego, co Moje. Kiedy więc dzwoni klient i mówię, że go nie przyjmę, bo 1. nie chce mi się, 2. nie mam ochoty, 3. inne powody, chcę, żeby ten klient to uszanował. A nie wydzwaniał do mnie po ileś razy w tygodniu nalegając na spotkania. Głupia może jestem, może mogłabym zarobić, a nie korzystam. Szczerze mówiąc, to widzę wyraźnie, jakie osoby są idealnymi klientami do tego, by uzależnić się od psychoterapii/ spotkań czy rozmów z psychologiem. Tylko, że sorry psychologu, to Twoja rola takiego gościa czy kobietę przystopować zamiast tylko widzieć w nim swoje źródło utrzymania.

Cztery. Haruję jak wół, żeby zrobić swoją robotę dobrze. Staram się i gimnastykuję, bo jestem perfekcjonistką. Przygotowuję coś przez dłuższy czas, a tu ktoś pisze w ostatniej chwili, że sorry, ale odwołuje coś, bo przeliczył swoje możliwości finansowe. Otwieram szeroko oczy i mówię sobie: Jaka ty naiwna znowu byłaś?! Ale zamiast uparcie wyrzucać sobie swoje niewyrachowanie i dobroduszność, stwierdzam ponownie, że od dziś nie pracuję za darmo.

Mogę charytatywnie wspierać jakieś akcje. Ale to nie jest moja praca i nigdy nie będzie. Cenię swój czas i zaangażowanie w pracę. Nie lubię bylejakości. Traktuje ludzi poważnie i sama chcę być przez nich tak traktowana. Nie lubię, kiedy ktoś próbuje mnie wykorzystać pod płaszczykiem swojego niby nierozgarnięcia i mojego „niedoświadczenia”. Może jestem niedobra, ale rzadko w życiu zawodowym daję ludziom drugą szansę. Drugie życie można mieć tylko w grze…

Kiedy czytam i widzę, co sprzedaje się w internecie, to zastanawiam się, co ja tutaj robię…? Może dlatego nie było przez dłuższy czas żadnego wpisu. Internet nie jest naszym życiem, nie moim przynajmniej i oby nigdy się nim nie stał…

Cenię profesjonalizm i bardziej nawet uczciwość, które dziś niekoniecznie się sprzedają, jeśli nie są odpowiednio opakowane. A przecież wszystko można dziś sprzedać, jeśli to dobrze okleisz. Tylko, że ja nie chcę. Szkoda mi na to czasu i energii. Nie daję magicznych rad, rozczarowuję klientów, którzy myślą, że jak mi zapłacą, to ja z nich coś innego ulepię i zmienię ich życie, sprawiając, że stanie się lepsze. Nie jestem cudotwórcą, daję tylko podpowiedzi, co zrobić, jak postępować, ale to Ty musisz wykonać tę syzyfową pracę.

Nie mam jednak co narzekać. Odbiorcy się zmieniają. Świat jest inny. Sprzedają się takie, a nie inne treści. Dopóki jednak mogę pozostać sobą w tym trudnym i wymagającym świecie, wszystko inne się nie liczy. Nie mam parcia na wielką karierę i wielki sukces, o którym dziś wszędzie trąbią. Nie chcę być szczurem pędzącym z jednej pracy do drugiej z poczuciem satysfakcji, że chcą mnie tam wszędzie. Ważne, że mam na chleb, że dobrze żyję, że mam zdrowie i rodzinę. Reszta to tylko dodatek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *