Poczucie własnej wartości od nowa

Wszędzie piszą nam, że dzieci są ważne i że trzeba je szanować. Choć ostatnio słyszałam też w kościele od księdza, że rodzice popełniają mnóstwo błędów, a KARA jako narzędzie wychowania zanika, wymiera. Jego zdaniem to źle. A ja myślę, że zanika lub nie zanika. Są dzieci w szkołach (bo tam pracuję i pracowałam, więc odnoszę się wyłącznie do własnych doświadczeń) karane nadmiernie, które jak spsocą coś w szkole, to błagają, żeby nie wzywać mamy ani Broń Boże taty, bo wtedy dostaną lanie w domu. Są takie, które nie znają instytucji kary, bo rodzice kiedyś sami byli bardzo surowo wychowywani i tzw. trzymani krótko i teraz starają się to „wynagrodzić” swoim dzieciom. Choć to paradoks, bo przecież ich dzieciom nie trzeba w sumie nic wynagradzać. Ale nic to. Są też tacy rodzice, którzy dają swoim dzieciom tzw. niekończącą się karę z pięciolatki, a więc zakaz na wszystko – laptopa, konsolę, komórkę, tablet, wyjścia z domu. Tylko szkoła, dom i książki dozwolone. A potem po trzech dniach odpuszczają tę karę, bo dziecko im wierci dziurę w brzuchu, a oni sami też stwierdzają, że z tą karą to chyba trochę albo nawet bardzo przesadzili. A wiadomo, dzieci potrafią nami manipulować jak nikt inny.

Ale w gruncie rzeczy nie o kary w tym tekście przecież chodzi ani nie o manipulację, bo kary faktycznie niczym dinozaury jakoś powoli wymierają, zastępowane bezstresowym wychowaniem, wychowaniem partnerskim, czy jakbyśmy go jeszcze nie nazwali. Czy to dobrze, czy źle? To zależy, bo prawda jest taka, że każde dziecko jest inne. Są takie, wobec których jakiś przesadnych kar nigdy nie będziemy musieli stosować. Jednak umówmy się, że większość jakiś cugli potrzebuje. Faktem jest również to, że podejście do wychowywania dzieci bardzo się zmieniło i w dalszym ciągu się zmienia.

Wychowujemy swoje dzieci inaczej niż byliśmy sami wychowywani. Więcej z nimi rozmawiamy i jesteśmy generalnie bardziej skupieni na dzieciach. Chcemy im zapewnić wszystko, a nawet więcej. Choć tak faktycznie patrząc, nasze dzieci są coraz bardziej samotne i zamknięte w własnym świecie. Komputerów i aplikacji, do których wielu rodziców nie ma wstępu. Kiedy je o coś pytamy, odpowiadają: „nieważne”, bo uważają, że i tak ich nie zrozumiemy. Paradoksalnie one czują tę przepaść między sobą i nami w jeszcze większym stopniu niż my. Widzą, że za nimi nie nadążamy i nie chce im się wprowadzać nas w ten świat. Czasem zastanawiam się, jacy dorośli wyrosną z dzisiejszych dzieci. Czy będą pewni siebie i zadowoleni z tego, co mają i kim są. Czy stale będą czegoś szukać w myśl, że inaczej lub więcej znaczy lepiej?

Bez względu jednak na wszystko, dzieciństwo jakoś ich ukształtuje. Sprawi, że zaczną w siebie wierzyć lub paradoksalnie uznają, że nie są nic warci. Ich przekonanie o sobie ukształtuje się i z nim pójdą w dorosłe życie. Potem nieraz wykrzyczą w złości rodzicom lub innym bliskim osobom, że nigdy nie czuli się przez nich kochani i ważni. Że zawsze byli nie dość dobrzy, by zadowolić innych. Może tak było faktycznie, a może nie. Zawsze rodzic i dziecko prezentują dwa odmienne stanowiska. Dziecku mogło się „wydawać”, że było niekochane, powie rodzic. A ono powie: „Wcale mi się to nie wydawało! Tak było naprawdę.”

Rodzic może nigdy nie uznać, że to co czujesz jest ważne.

Może nigdy nie dostrzec, że i jakie popełnił błędy. Że kogoś faworyzował, a Ciebie może pomijał? Że Tobie zawsze kazał ustąpić, bo przecież miałeś być mądrzejszy. Może nie dostrzec tego, że wyrządzał Ci największą krzywdę wtedy, kiedy karał Cię obojętnością i chłodem emocjonalnym. Tym, że się do Ciebie nie odzywał. Może to Ty zawsze musiałeś wyciągnąć rękę na zgodę?

Pewnych rzeczy nie zmienisz nigdy.

Nie zmienisz swojego rodzica i jego metod wychowawczych, które może kiedyś zawiodły, a których on się trzyma kurczowo. Nie zmienisz jego stosunku do siebie. Tylko on może to zrobić. Ty możesz jedynie i aż uwolnić się od ciężaru tego, że byłeś (jesteś?) nieważny, nie wart jego miłości.

Jesteś tyle wart, ile w to wierzysz.

Możesz być wiele i jeszcze więcej wart dla kogoś innego. Bez względu na to, co kiedyś ktoś Ci wdrukował w głowę. Każdy zasługuje na to, by czuć się dobrze sam ze sobą. Brak akceptacji dla samego siebie to jakaś okrutna kara, którą zadajemy sobie, jeśli na dobre uwierzymy w to, że nie jesteśmy dość dobrzy. Jesteśmy. Może nie warto udowadniać na siłę rodzicowi, który w Ciebie nigdy nie wierzył, że jest inaczej. Może nie warto ciągle do tego wracać i krzyczeć tego ze złości i bezsilności. Czasem lepiej tego gdzieś poszukać, dokopać się do tego, dogrzebać. Znaleźć swoje poczucie własnej wartości na nowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *