Podaruj sobie komplement.

Dziś będzie krótko. O tym, że nie lubię się chwalić. Nie lubię i już. Może po prostu nie umiem?

Nie ma znaczenia, czy mówimy o nowej torebce, butach, czy doświadczeniu lub umiejętnościach. Nie lubię o tym wszystkim opowiadać. Nie umiem wystawiać na pokaz, by czekać aż nastąpią brawa i pochwały. Mogą być przecież nieszczere…?

Dobrze jest umieć przyjmować komplementy. Takie np.:

– Ładnie dziś wyglądasz.

– Wyglądasz młodo.

– Masz piękne włosy.

– Umiesz fajnie pisać.

Nie wyglądam dziś ładnie, bo mam ślad po zimnie na wargach, młodo tym bardziej, bo w mojej rodzinie zmarszczki pojawiają się wcześnie, a włosy pozostawię bez komentarza. No to może chociaż ostatnie się mnie tyczy? Umiem pisać czy nie?

Może nawet tak. Jednak wciąż nie dowierzam, jak czytam coś swojego i mi się podoba, a tego wcale nie pamiętam…

Nie umiemy przyjmować komplementów. Nie umiemy się nimi cieszyć. Nawet jak są szczere i prawdziwe. Nawet jak nie mają za zadanie postawić nas do pionu, tylko wyrażają realne zdanie osoby, która je wypowiada.

Siedzi u mnie na kanapie dziewczyna, której niczego nie brakuje. Jest młoda i ładna, zadbana i wykształcona. Ma dobrą pracę i świetną rodzinę. Ma piękny dom i marzenia, które może realizować każdego dnia. Ale… nie umie przyjmować komplementów. Cieszyć się z tego, co ma i jaka jest. Z tego, że wiele rzeczy jej się udało, choć przecież nie musiało. To wcale nie jest tak, że każdemu by one wyszły. Guzik prawda! Po prostu trafiły na właściwą osobę. Osobę, która wcale taką się nie czuje!

Czuje się za to zwykła i przeciętna. Czasem może nawet gorsza od innych. Wciąż goni za ideałem, który jej umyka sprzed nosa. Wciąż nie jest taka jak inni. Siostra, przyjaciółka, koleżanka z pracy. Porównuje się z nimi i wypada przy nich blado. Jakoś tak bez fajerwerków, które ciągle można oglądać w telewizji i na różnych portalach. Goni za pracą, zakupami, żeby zdążyć z obiadem. Żeby ucałować dzieci i wyprasować im ubranka. Chce, żeby wszystko było ładne i dopracowane. Żeby zasłużyła wreszcie na podziw i pochwałę…

Wciąż jednak, pomimo tylu ciepłych słów, które słyszy, nie umie uwierzyć w to, że jest niezwykła. Że jest dla kogoś szczęściem. Że ktoś lubi się budzić koło niej rano i zasypiać wieczorem. Jeść jej obiady i odrabiać z nią lekcje.

Jest wymagająca względem siebie. Nawet jeśli czasami sama to dostrzega i luzuje cugle, zaraz się upomina, i znowu zaczyna coś gonić. I przed czymś uciekać. Przed sobą taką, z której nie jest zadowolona. Taką zwyczajną z worami pod oczami, w wyciągniętym swetrze albo katarem, który się przyplątał…

Jest fajna. Zwyczajna, ale fajna. Może trochę pokiereszowana przez życie, ale fajna. Ma i zna swoje priorytety. Wie, na czym jej zależy. Ma porządek w głowie… i w domu. Tylko czasami za bardzo sama zaciska sobie pętlę na szyi, żeby było jeszcze lepiej. Trochę bardziej doskonale…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *