Pokonać smoka

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Wyzwanie.

Szukam fajnego zdjęcia do hasła „wyzwanie”. Nie wiem dokładnie co takiego może mnie zadowolić, ale zaskoczona jestem wynikami. Znajduję właściwie wyłącznie zdjęcia w tematyce wyzwania „płaskiego brzucha” albo „podejmij wyzwanie przed latem.” Dobrze, że nie piszą: Zanim będzie za późno! Ha! Przecież chyba nigdy nie jest za późno na to, by schudnąć, co nie? A o innych wyzwaniach, poza tzw. challenge, na które też się natknęłam, Internet prawie milczy. Pomyślałam więc, co to za moje wyzwanie było, że nauczyłam się prowadzić auto?! Czy ja mówię serio?! Przecież co to za problem wsiąść i pojechać do sklepu czy pracy?! Chyba każdy nastolatek marzy o prawie jazdy, no może nie w kontekście zakupów spożywczych i pracy, ale raczej jako środka transportu do i z imprezy. W czym więc problem, słyszałam nieraz. I milkłam. Bo jak tu wytłumaczyć, że się boisz, że nie dajesz rady opanować tego panicznego strachu, który dosłownie rozlewa się po Twoim ciele. Zdarzyło mi się tłumaczyć, a raczej próbować. Ale przerywałam w pół zdania lub ktoś mi przerywał, mój rozmówca lub jego śmiech.

Brak zrozumienia.

Z tym musisz się zmierzyć, gdy czegoś bardzo się boisz. Czegoś co nie jest jakimś strasznym i obiektywnym niebezpieczeństwem, a jawi się tak tylko w Twojej głowie. Inni stoją z boku, przyglądają Ci się i dziwią: jak to możliwe, że ona/on boi się czegoś takiego?!? Przecież to niemożliwe! Twoje uczucia są negowane, a Ty sam uczysz się może, że nie warto się z nimi obnosić, lepiej skrywać je głęboko, na wypadek, gdy znów spotka Cię salwa śmiechu. Przecież jesteś taki mądry i zdolny, i masz dwie ręce, i nawet dwie sprawne nogi, więc czemu i czego się boisz?! Czemu nie dajesz rady?! Nie raz i nie dwa usłyszałam od innych, że przecież nie takie ofermy jak ja jeżdżą, więc o co mi chodzi…?!

W kokonie.

To nie pomaga. Uwierz. Im bardziej ktoś próbuje Cię przekonać, że Twój lęk jest za duży, niepotrzebny, zbędny, nieadekwatny do sytuacji itd., tym bardziej zamykasz się w jego kokonie. Ile bowiem można znosić uśmieszków i docinków, które mają niejako zmobilizować Cię do tego, żeby wreszcie „wziąć się w garść”. Czyli nawet nie zmierzyć się z lękiem, co po prostu go wykasować. Inni bowiem myślą, że to możliwe, jeżeli tylko będziesz tego wystarczająco mocno pragnął. Na nic zdają się Twoje próby tłumaczenia, że jest inaczej. Że to nie Twoja złośliwość czy wygoda, nie nawet Twoja zawziętość sprawia, że nie możesz uporać się z lękiem, który zatruwa Ci życie. Tym samym zatruwa je innym, bo np. nie pojedziesz sam na zakupy, nie polecicie z rodziną na wakacje, nie spędzisz nocy pod namiotem itd.

Tyle ograniczeń i tylko jeden Twój lęk. Jakież fajne, inne byłoby Twoje życie bez niego….

Bez lęku.

Bez lęku, który „gdybyś tylko zechciał”, mógłbyś pokonać. Swoją siłą, hartem ducha, uporem, nie wiadomo czym jeszcze. Grunt, że nie dałbyś mu się jak najgorsza oferma świata. Przecież nawet ofermy powinny się wyzbyć lęku! Co jeśli jednak nie możesz, nie umiesz tego zrobić? A Twoi bliscy tego nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć?

Może powinieneś poszukać pomocy na zewnątrz, u kogoś kto Cię zrozumie, bez względu na to jak bardzo irracjonalny jest Twój lęk. Kto nauczy Cię jak metodą małych kroków go oswoić, a potem pokonać. Obezwładnić olbrzyma. To możliwe. Ale musisz to usłyszeć od kogoś, kto w to głęboko wierzy. Kto pokaże Ci, że Twój lęk nie jest śmieszny, bez względu na to co myślą inni. Ważne, żebyś Ty się z nim uporał. Potrzebujesz do tego czasu, tyle czasu, by pokonać trudnego przeciwnika.

To nierówna walka. Ale możliwa do wygrania. I tego życzę wszystkim tym, którzy zmagają się z jakimś swoim lękiem. Kiedy Wam się uda, zrozumiecie, że można i że warto. I że nigdy nie jest za późno.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *