Prawda co kłuje w oczy.

Lepiej prawdą, nawet najgorszą, dostać między ślepia niż żeby Ci ktoś z mózgu robił sieczkę.

Zgadzacie się?

Pamiętam jak dziś, jak dowiedziałam się, że z tej wymarzonej mojej miłości nic nie będzie. Spytacie, jak było. Przepraszam za dosadność przekazu, ale… do dupy. Jednak… choć sporo czasu zajęło mi pozbieranie się i otrzepanie, po czasie i to nie tylko dziś, bo już od dawna tak uważam, było warto. Potem ja poznałam kogoś, kto chciał ze mną coś zbudować. Ale mnie nie kręciła ta opowieść, moje serce nie słuchało, nawet jak próbowałam je jakoś nakierować. Nie można na siłę sprawić, żeby zabiło mocniej. Więc znowu ja tę prawdę między oczy musiałam komuś sprzedać. Do dziś nie wiem, co jest gorsze. Czy to usłyszeć, czy samemu powiedzieć, że z tej mąki nic nie będzie. Jak sam to słyszysz, to zbierasz klamoty i odchodzisz. Czasem szybciej, innym razem wolniej. Zależy to pewnie od siły Twojego zaangażowania, ale też zranienia, od tego jakim człowiekiem jesteś i co człowiek, od którego się oddalasz znaczył dla Ciebie. Jeśli natomiast to Ty masz do przekazania tę nieradosną nowinę, to „do widzenia”, wtedy budzą się w Tobie wyrzuty, poczucie winy, ale też niepewność. Co jeśli jednak zdołałabym go pokochać? Przecież miałabym z nim tak dobrze, nosiłby mnie na rękach… A tak mówisz i masz – on lub ona zbiera klamoty, i odchodzi. A Ty zostajesz sam.

Jednak możesz wtedy spojrzeć sobie z czystym sumieniem prosto w oczy wiedząc, że nikogo nie oszukałeś. Bo pół biedy, kiedy chciałbyś przekonać ją lub jego, że jakieś szanse na wspólne szczęście są, ale… siebie nie okłamiesz. Może uda Ci się to przez jakiś czas, ale w głębi duszy prędzej czy później poczujesz, że…. to nie TO. Właściwie może nawet nie wiesz, jak to TO powinno wyglądać, ale czujesz każdą swoją komórką, że póki co jakoś Ci daleko do TEGO. Z nią lub z nim. Może Ci wygodnie, bezpiecznie finansowo, może ciekawie, ale… nic więcej. To za mało, żeby razem iść przez życie. Kiedy zadajesz sobie pytanie, czy to właściwa osoba, to znaczy, że nią ona nie jest. Nic nie da to, że na siłę będziesz chciał coś z tego wyczarować. To może zaskoczy, zadziała, ale… tylko na jakiś czas. Potem poczujesz żal i zawód. Że nie udało się tej relacji jakoś bardziej urobić na taką, która by Cię bardziej satysfakcjonowała.

Czy warto więc pakować się w taki ryzykowny związek w nadziei, że coś z tego urośnie? Oczywiście, że nie. Przecież w życiu nie chodzi o szczęście na chwilę, na rok. Nie chodzi o to, by być z kimś tylko dlatego, że on będzie Cię dobrze traktował. To ważne, potrzebne, ale jednak wciąż za mało. Nie wierzę też w związki na próbę lub te bez zobowiązań. Nagle, po kilku miesiącach czy latach, okazuje się, że jedna strona wyobrażała sobie (i czuła) znacznie więcej od drugiej. To wszystko wisiało w powietrzu, to napięcie, choć przecież było pewnie niewypowiedziane…

Prawda zaboli. Sprawi, że przepłaczesz noce. Minie wiele czasu nim zrozumiesz jej wartość w miłości. Ale przyjdzie czas, gdy odzyskasz spokój i nie będziesz się już zastanawiać, czy tkwisz w danej relacji, choć nie ma to sensu. I po to właśnie warto najpierw dostać prawdą między oczy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *