Przespać dzień.

Było szaro, prawie ciemno, choć dochodziła już 7:00 rano. Agnieszka otworzyła szeroko oczy, przypominając sobie, że dziś przecież piątek. Ufff, pomyślała i pobiegła myślami do swoich planów. Do rzeczy, które miała zrobić. Najpierw śniadanie i wyszykować dzieci do przedszkola, potem wstawić pranie. Później szybkie zakupy i zabierze się za projekt. Musi jeszcze tylko w międzyczasie wykonać parę telefonów, ale one są niezbędne, by dopiąć kilka szczegółów. Miała nadzieję, że wyrobi się do 15:00. Potem wracają dzieci i z pracy nici, a przecież jest jeszcze obiad, którego właściwie póki co nie ma. I spacer z młodszą córką…

Dużo tego, pomyślała z niechęcią Agnieszka. Wystawiła stopę spod kołdry i szybko ją cofnęła. Nie…, poleżę jeszcze chwilę, pomyślała. I opatuliła się szczelnie kołdrą, bo w pokoju było całkiem chłodno. Chyba czas, by napalić w piecu… Kolejna sprawa do załatwienia. Nie teraz, Agnieszka odgoniła w głowie tę myśl i… zasnęła szybko.

Kiedy się obudziła, w pokoju było już zupełnie jasno. Agnieszkę bolała głowa, a z pokoju dzieci było słychać wołanie. „Już idę!” – krzyknęła i zeskakując z łóżka, spojrzała na zegarek. Wiedziała dobrze, że zaspała, ale chciała wiedzieć dokładnie, ile jest spóźniona. Był kwadrans po 8.

„Znowu zawaliłam!” – wymamrotała pod nosem Agnieszka, która nie miała już czasu na to, by połaskotać stopy córeczek, tak jak to robiła codziennie rano. Codziennie poza tymi dniami, kiedy zaspała jak dzisiaj.

„Ubieramy się i myjemy zęby, i lecimy. No już.” – Agnieszka poganiała dzieci, którym jednak nie za bardzo się spieszyło. Ich spokój i wolne tempo szykowania się irytowały Agnieszkę coraz bardziej. Pani z przedszkola tyle razy prosiła ją, by córki były na czas. W dodatku starsza pobiegła bez czapki, bo nie było czasu, by jej szukać. Oby tylko nie była chora…

Po takim guzdraniu jedyne co zdążyły osiągnąć, to wpaść w połowie śniadania. Panie popatrzyły krzywo, a Agnieszka wybełkotała „Przepraszam” i szybko zamknęła za sobą drzwi. Teraz musiała jakoś ogarnąć dom po tym, jak przeszło przez niego tornado i przystąpić do swojej pracy.

Była strasznie głodna i rozdrażniona. Miała ochotę na kawę i coś słodkiego. Uznała więc, że należy jej się odrobina przyjemności. Włączyła ekspres, wyciągnęła ciastka i włączyła telewizję. Wciąż była pora śniadaniowa, więc było co oglądać. W dodatku mówili coś o witaminach i o tym, jak się ustrzec przed grypą. Starsza córka Agnieszki była przecież taka chorowita…

Agnieszka wcale nie zauważyła, kiedy program się skończył. Była prawie 11:00. W kuchni na stole wciąż panował bałagan, wszędzie były okruchy i brudne kubki. Pranie wciąż nie było włączone….

„Matko, zakupy!” – krzyknęła Agnieszka – „Jak mogłam zapomnieć?!” Była zła na siebie, bo przez poranny pośpiech zupełnie o tym zapomniała. Teraz musiała przedzierać się przez miasto i stać w korkach.

W sklepie nie było już jej ulubionego sera, papryka była poobijana, a dookoła wszędzie ktoś znajomy. Agnieszka przystawała parę razy, by z kimś pogadać. Dopiero kiedy zadzwonił telefon, zdała sobie sprawę, że dobiega 14:00 i pora gnać do domu.

A telefon dzwonił i dzwonił. To szef, który dobijał się do niej, bo mieli przecież ustalone, że dziś będą pracować i prosiła go o czas między południem a 15:00. Tymczasem koniec czasu pracy się zbliżał, a Agnieszka nie miała pojęcia, jak uda jej się wszystko skończyć samej, bez pomocy szefa, który po pracy był nieuchwytny.

Agnieszka nie mogła też liczyć, że ktoś odbierze za nią dzieci z przedszkola. Była zła, gdy widziała babcie i dziadków odbierających inne dzieci. Kiedy wróciła z dziećmi do domu, te były już głodne i domagały się obiadu. Agnieszka zrobiła coś na szybko, a potem chciała zabrać się do pracy.

Wtedy jednak zadzwoniła jej przyjaciółka i zaproponowała wyjście wieczorem do kina. Po krótkich namowach Agnieszka dała się przekonać, że coś jej się jeszcze od życia należy. Spędziła 2 godziny na szykowaniu się, założyła nową sukienkę i wyszła. Nie bawiła się jednak dobrze. Film ją rozczarował, a jej myśli ciągle krążyły wokół niewykonanego zadania. Szef wysłał jej kilka ponaglających esemesów z pytaniami, dlaczego nie otrzymał od niej raportu końcowego.

Wieczorem kładąc się do łóżka spać Agnieszka czuła się bardziej zmęczona niż wtedy, gdyby zrobiła to wszystko, co sobie zaplanowała. A tak, zrobiła niewiele. Nie odpoczęła też podczas wyjścia z koleżanką, ponieważ nie mogła przestać myśleć o pracy. Najbardziej jednak żałowała, że nie poszła z córką na obiecany jej spacer. Wszystko przez to, że zaspała rano…

Możemy podchodzić do swojego życia jak do ciągu powiązanych ze sobą zdarzeń. Jeśli zawalimy jedno, odpuszczamy sobie resztę przekonani, że wszystko stracone. Nie podejmujemy walki, by z pięciu niezałatwionych spraw odhaczyć choćby trzy.

Z drugiej strony, bez względu na to, czy zawalimy coś na początku (zaśpimy), możemy dany dzień dobrze przeżyć i wykorzystać. Może nie będzie to zaplanowane przez nas 100% normy, ale 100% tego, co będziemy w stanie wykonać, mając określoną ilość czasu, energii, zasobów. Nie zmarnujemy tego, co nam pozostało. Nie odłożymy na potem z myślą, że już nie warto się starać. Zawsze warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *