Rodzic – demon?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Jeden z moich uczniów wolałby, żeby jego mama na więcej mu pozwalała. Żeby mógł robić to, na co ma ochotę. Żeby nikt mu nie robił w domu wyrzutów, nie czepiał się o nic. Żeby miał przysłowiowy spokój. Żeby w domu nie było kłótni i awantur, alkoholu i braku pieniędzy. Żeby zawsze panowała zgoda i miłość. Żeby nie był tym, który pierwszy wyciąga do mamy rękę na zgodę. Bo przecież to rola mamy i taty. Rola dorosłego. Oni są rodzicami. Są bądź powinni być odpowiedzialni. Dziecko ma jeszcze czas. Tymczasem….

Życie tego ucznia wcale nie jest kolorowe. Nie jest przyjemne, gdy uzmysławia on sobie, że mało swoją mamę obchodzi. Że ona nic nie wie o jego problemach i zajęta jest stale swoimi sprawami. Że woli zajmować się młodszym rodzeństwem, bo oni przecież są od matki zależni. Matki, która może wychowuje ich sama starając się związać koniec z końcem lub z udziałem partnera, który niewiele ma do zaoferowania „nieswoim” dzieciom. Nie jest ich ojcem biologicznym, takim przyszywanym też nie bardzo potrafi być.

Rośnie mój uczeń. A wraz z nim jego duma i żal. Żal do matki za los, jaki mu zgotowała i do świata, że się w takiej, a nie innej rodzinie urodził. Czego to on by nie zrobił, gdyby urodził się w innych okolicznościach. Czego by nie osiągnął itd. Byłby zupełnie inny, słyszę od niego zapewnienie. I zastanawiam się, czy faktycznie tak by było. Nie dowiem się tego nigdy, ale jak pokazują moje obserwacje, dostępne dla wszystkich, ludzie są różni i osiągają różne rzeczy w życiu zależnie, ale też niezależnie od tego, co ich spotyka, także, a może przede wszystkim w dzieciństwie.

Otóż to. Lubimy grzebać w dzieciństwie i wskazywać je jako powód niespełnionych ambicji własnych bądź cudzych. Skoro bowiem nie poszczęściło nam się za młodu, nie otrzymaliśmy też żadnych pozytywnych wzorców do naśladowania, to do czego mamy się odnosić i na czym opierać? Do czego odwoływać jako autorytetu i jakimi zasadami się kierować, skoro nikt nam nie pokazał, co jest dobre. Doświadczyliśmy zła, wielkiego zła, które lubimy demonizować, dokładając jeszcze znaczenia temu, co nas spotkało. Nie chcę tym co piszę pomniejszać żadnych traum ani nikogo urazić, ale całe zastępy terapeutów i innych osób doradzają nam dziś, żeby rozprawić się dziś z dzieciństwem, które nas boli. Które sprawiło, że nie osiągnęliśmy sukcesów, za to zaliczaliśmy porażkę za porażką. Każda nasza kolejna praca była błędem, podobnie jak nasze kolejne związki zawierane gdzieś pospiesznie lub z wielkimi nadziejami, że tym razem będzie inaczej. Że poznamy kogoś, kto odmieni nasze życie i nada mu sens. Kto sprawi, że nagle uwierzymy w siebie pomimo tego, że nikt w nas przez lata nie wierzył. Nosiliśmy to brzemię przez lata, czując się niekochani, może nawet niechciani. Dlatego gdy spotykamy nowego partnera, czujemy motyle w brzuchu i mamy wielkie nadzieje na to, że oto ta właśnie osoba. Która wydobędzie z nas całe dobro, zakopane gdzieś lata temu przez rodziców, którzy nie sprawdzili się przecież w swojej roli. Słyszymy zewsząd, że mamy prawo czuć do nich swój żal. Że powinniśmy się z tym żalem uporać. Ale gdzieś ważniejszy wydaje mi się ciągle podkreślany przekaz, że to nie Ty, a Twoi rodzice są winni. Temu, że żyjesz jak żyjesz i że jesteś, jaki jesteś. Także temu, ile masz w portfelu i czy starcza Ci do pierwszego. Zdawać się może, ze rodzice ci odpowiadają za wszystko, oczywiście co złe, cokolwiek Cię spotka bądź spotkało. Ty nie jesteś niczemu winien, bo przecież to oni powinni byli Cię uczyć, wspierać, pocieszać, wychowywać.

A przecież robili to. Bardziej lub mniej udolnie. Dojrzale lub zupełnie jakby przypadkowo, po łebkach. Masz im wiele za złe? Może. Może nawet masz do tego prawo. Ale pomyśl o tym, co mogłeś lub możesz z tym zrobić? I czy naprawdę oni są tym całym złem? Wyrządzili Ci może wiele krzywd, ale przecież chyba im też coś zawdzięczasz? Nikt nie pisze o tym, że pielęgnowanie wdzięczności jest dużo bardziej budujące od pielęgnowania urazy. Uporać się z przeszłością warto, ale nie wierzę, że ciągłe przerabianie błędów rodziców powinno być Twoim głównym zadaniem. Wierzę, że w którymś momencie dorosłego życia warto zamknąć za sobą rozdział swojego dzieciństwo, zostawiając je bez żalu, nawet jeśli było go pełne. I iść dalej, mniej lub bardziej udolnie, ale jednak.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *