Róża niczyja

Jestem młodą dziewczyną, która bardzo potrzebuje pomocy. Czuję się bowiem bardzo zagubiona. W mojej rodzinie zachodzi wiele zmian, niekoniecznie takich, które mi się podobają. Ale nie mam w zwyczaju krzyczeć głośno o tym, czego chcę, a czego nie. Wolę raczej zamknąć się w swoim pokoju, żeby mieć ciszę i spokój do nauki. Próbuję się uczyć, oceny mam nawet bardzo dobre, ale potem przyjdzie mi po latach za to zapłacić – moja pamięć traci na jakości. A ja nieraz zapominam rzeczy ważne. Myślę wtedy, że to albo początek jakiejś poważnej choroby, albo… moja psychika potrzebuje wytchnienia od życia w ciągłym stresie.

Słyszę często pogląd, że psychologię kończą ludzie, którzy mają sami problem ze sobą. O zgrozo! Może naprawdę coś w tym jest? Paradoksalnie jednak, chyba nikt nie zostaje psychologiem przez przypadek albo ze względu na rodziców. Osobiście nie znam ani jednych rodziców, którzy pchaliby swoje dziecko siłą na takie studia. Myślę, że częściej rodzice zniechęcają. A to sprawia, że chcesz tego jeszcze bardziej.

No to jak, psychologowie to świry, oderwane od rzeczywistości dziwadła i pokręceni ludzie?
Pewnie wielu by się takich znalazło, podobnie jak gdzieś indziej. Z pewnością osoby, które wybierają te studia mają dużą świadomość siebie i/lub dużą potrzebę samoświadomości. Tę samoświadomość będą potem rozwijać na studiach i w ciągu kolejnych lat pracy, podobnie jak równolegle w życiu osobistym. To osoby, które mają bogate życie wewnętrzne z racji tego, że są introwertykami lub po prostu dlatego, że lubią myśleć, analizować, rozważać, więc poświęcają temu wiele miejsca i uwagi. Są skupieni na sobie, swoich emocjach i relacjach z innymi. Przyglądają im się skrupulatnie niczym przez szkło powiększające.

Lubią też pomagać innym. Chcą pomagać. To często pada, gdy zapytamy kogoś: „Dlaczego chcesz zostać psychologiem?” Motyw pomocy przewija się w odpowiedziach osób rozważających studia psychologiczne.
Jednak równie często słyszę, że może psychologowie sami potrzebują pomocy, bo… są dziwni, mają własne problemy itd. Myślę, że dziwna byłam zanim zdecydowałam się na swoje studia. A problemy, no cóż, te mamy chyba wszyscy. Ponoć psychologowie wcale nie radzą sobie z nimi lepiej. Pamiętam taki kawał na studiach: „Wśród jakich par jest najwyższy odsetek rozwodów?” „Wśród małżeństw psycholog – psycholog.” Kulą w łeb, jeśli miałabym codzienne bolączki dzielić z kimś podobnym do mnie. O czym byśmy rozmawiali? O superwizji?! A tak, mogę sobie chociaż posłuchać o RODO… Może nie jest to super porywające, ale zawsze to jakaś odmiana.

Wracając jednak do tego, z jakich osób wywodzą się psychologowie, uważam, że nie ma jednolitego, uniwersalnego wzorca osoby, która się nadaje do tego zawodu bądź nie. Jedni będą wywodzili się ze szczęśliwych rodzin, a ich życie będzie przypominało krainę mlekiem i miodem płynącą. Choć sama dobrze wiem, że takich ludzi nie ma. Ci idealni, podziwiani na zewnątrz, często skrywają jakieś tajemnice gdzieś bardzo głęboko.

Nie ma ludzi idealnych. Nie ma rodzin idealnych. Zawsze ktoś będzie czarną owcą, a ktoś inny będzie wstydził się, że jest z tą czarną owcą spokrewniony. Często, bardzo często słyszę słowa: Wstydzę się za swojego: męża/ojca/matkę/braci. A im bardziej się wstydzimy, tym bardziej uciekamy w głąb siebie. Jesteśmy skupieni na sobie i swojej relacji z czarną owcą. Zapominamy o tym, że świat dookoła nas pędzi i nie ma w nim jednego bohatera dnia – nas. To w naszych oczach jesteśmy tacy ważni. Świat ma wiele ego, wiele twarzy.

To powinien przepracować każdy (przyszły) psycholog. Nie znoszę w swoim zawodzie (i nie tylko) nadętych bufonów, którzy tryskają pewnością siebie w sposób, który wydaje mi się podejrzliwy. Męczy mnie samo patrzenie na ludzi, którzy próbują mnie przekonać, że mają wszystko i wszystkich pod kontrolą. Najczęściej to właśnie im emocje wciąż wymykają się spod bata. Są krzykliwi na zewnątrz, pozoranccy, udają, że nad wszystkim panują. Próbują tym chyba zakryć brak realnej pewności siebie.

Psycholog to zwykły człowiek. Taki, który miewa humory jak inni ludzie. Gniewa się jak inni. I czasem im zazdrości. Nie zjadł też wszystkich rozumów świata i wcale nie wie, jakie rozwiązanie jest dla Ciebie najlepsze. To Ty to wiesz, tylko czasami potrzebujesz kogoś, kto pomoże Ci się do tego dokopać. Z zewnątrz bowiem wszystko wygląda inaczej. Jest inna perspektywa, która pozwala szerzej spojrzeć na człowieka. Ty masz tak wiele emocji w związku z tym, co się dzieje w Twoim życiu, że czasem one przesłaniają Ci wyjście z sytuacji. Czasem możesz się pogubić lub potrzebować rady. Nie daj sobie jednak wmówić, że inni wiedzą lepiej, co jest dla Ciebie najlepsze. Przecież i tak zrobisz co zechcesz po wyjściu z gabinetu. Dwa, psycholog też może się mylić.

Jestem jeszcze raz tą młodą dziewczyną z problemami. Nie otrzymałam profesjonalnej pomocy. Pomogłam sobie sama. Zajęło mi to jednak mnóstwo czasu. Ale dało mi też mnóstwo siły. Dzięki temu co przeżyłam, lepiej rozumiem innych. Czasem wydaje mi się, że wiem, co czują, choć przecież tak nie jest. Każdy człowiek jest inny, każdy czuje po swojemu. Ja czuję, że doświadczenia, problemy, trudności mogą nas budować. Mogą być źródłem mądrości i siły. Mogą pomóc zrozumieć innych. Choć zwykle nie dzieje się to tak od razu. Dlatego nigdy nie oceniam, jaki powinien być psycholog, podobnie jak tego, jaki powinien być kasjer w banku czy ksiądz. Za każdym z nas stoi nasza własna, niepowtarzalna historia. Jaki użytek z niej uczynimy, zależy tylko od nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *