Rysa na szkle

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Czekamy na wakacje lub urlop z utęsknieniem.

Na myśl o nich pojawiają nam się motyle w brzuchu, podobnie jak wtedy, gdy byliśmy pierwszy raz zakochani! Co ja mówię, nasza ekscytacja może nawet jest większa! Podniecenie i podekscytowanie nie ustępują miejsca żadnym negatywnym emocjom. Może martwi nas jedynie prognoza pogody, która wydaje się nie być dla nas zbyt pomyślna, ale… i tak zakładamy, że wszystko będzie dobrze – chmury rozwieje wiatr, wyjdzie słońce, najwyżej nie będzie aż tak dużego upału, uspokajamy sami siebie. Poza tym wszystko będzie pięknie i sielankowo. Nie ma tu miejsca na żadne złe myśli i niespodziewane niespodzianki. Wszystko mamy zaplanowane i przemyślane, co, gdzie i kiedy będziemy robić, zwiedzać, oglądać, jak wypoczywać. Co takiego uda nam się zrealizować i osiągnąć.

Mamy swoje wyobrażenia odnośnie wakacji. Duże oczekiwania. Nieracjonalne i wyolbrzymione. Na siłę odrealnione, oderwane od przykrej czasem rzeczywistości, która potrafi zaskoczyć, a z którą zderzamy się nieraz niczym z zimną taflą wody na basenie. Od razu dostajemy porcję orzeźwienia, która stawia nas do pionu. Co takiego może się wydarzyć na wakacjach, że nasze sielankowe ich wyobrażenie zamienia się w ponury scenariusz, w który sami nigdy byśmy nie uwierzyli, gdyby nie to, że nas właśnie spotkał?!

Może kradzież portfela z cała jego zawartością…? W obcym kraju, gdzie nie znamy zupełnie języka, tak więc trudność sprawia nam zamówienie najprostszej potrawy w restauracji. Ja na Słowacji zamówiłam pierogi, a raczej myślałam, że je zamówiłam, a dostałam „haluszki” (drobny makaron). Ot co! Rozczarowanie było wymalowane na mojej twarzy. A może zepsuje nam się jeszcze w pierwszą stronę samochód, bo jest już wysłużony i ma swoje lata… A może pensjonat, do którego pojedziemy nas rozczaruje, bo nasz pokój okaże się mały i brudny, a śniadania okropne. Co jeśli zachoruje nam dziecko, a w pobliżu nie będzie apteki?

Jest milion scenariuszy, które mogą nas spotkać. Milion złych rzeczy, które mogą nam się przytrafić. Nie chcemy o nich myśleć, nie myślimy, odganiamy, jak gdyby samo niemyślenie miało nas przed nimi uchronić. Takie zaklinanie rzeczywistości. Zaczarowywanie. Czasem to pomaga i wystarcza, i nasze wakacje czy życie w całości są piękne, i takie jak być powinny. Innym razem samo trzymanie kciuków nie przynosi korzyści. Gdy spotyka nas coś złego. Myślimy sobie wtedy: Dlaczego ja?! Czemu to akurat mnie spotykają wszystkie złe rzeczy?! (Choć dobrze wiemy, że nie wiedzie się nam aż tak źle. Zawsze mogłoby być gorzej – zastosuj porównania w dół z tymi, którzy są w gorszej niż Ty sytuacji.) Choć czasami naprawdę uważamy, że mamy gorzej i bardziej pod górkę niż inni – przyjaciele, rodzina, bliżsi lub dalsi znajomi. Lubimy się z nimi porównywać. Podpatrywać ich barwne i bogate życie w sieci, z milionem dowodów na to, że są szczęśliwi, spełnieni, zdrowi, bogaci, zadowoleni itd. Jeśli masz kiepski dzień, porównując się wyrządzasz sobie krzywdę, bo zawsze wtedy coś znajdziesz i sam sobie wbijesz szpilę. Porównania bolą. Nikt nie znosi wiedzieć i czuć, że ma gorzej niż inni. Inni może nawet mają gorzej niż Ty, ale nie chwalą się tym w sieci. Bo niby czym? Podróżą gdzieś daleko – można, sukcesem swoim lub choćby dziecka – można, drogim samochodem – można. A nieudanymi wakacjami lub przykrymi kłopotami – to już nie wypada. Sami sobie narzucamy takie oczekiwania na wyrost, którym potem nie jesteśmy w stanie sprostać. Przecież nie można być „the best” i mieć super życia „ever”. Zawsze jest jakaś rysa na szkle mniejsza lub większa, ale jednak. I ta rysa sprawia, że jesteśmy ludźmi w 100%. Nawet jeśli nie dostaniemy za nią lajka. Życie to nie tylko bajka i brawa po opadnięciu kurtyny. Życie to nie tylko piękne zdjęcia, które robimy sobie na pięć minut przed imprezą, kiedy mamy extra fryzurę i makijaż, i gdy fotograf się spisze, bo wyglądamy młodziej i szczuplej niż w rzeczywistości. Tacy nie jesteśmy na co dzień. Kreujemy się na takich, choć sami wyśmiewamy gwiazdy, które poprawiły sobie to i owo. Może też tak byśmy zrobili, gdyby tylko pozwalał nam na to stan naszego portfela…? Ale tu znowu wciskają się te nędzne porównania, które sprawiają, że chcemy wypaść najlepiej jak się da, wrzucić te fotki, na których wyglądamy najkorzystniej. Czy warto?

Sami siebie napędzamy niczym szczury w karuzeli. Gonimy swój ogon – lepsze jutro, do którego dążymy, a które może nigdy nas nie spotka. Nie dlatego, że na nie nie zasługujemy, ale dlatego, że życie bywa różne – raz jest kolorowo, a innym razem mroczno. Nie warto spinać się, żeby stale wypadać najlepiej, bo wtedy tracimy za dużo energii na wyobrażanie sobie tego, jak wszystko dookoła powinno wyglądać. A potem, pac, spadamy na ziemię i uderzamy z hukiem, a wtedy nasze oczekiwania i wyobrażenia rozbijają się niczym stłuczona filiżanka.

Rozczarowania bolą. Odzierają z tej magii, że zawsze będzie kolorowo, bezpiecznie, bogato, wygodnie. Że będzie tak jak to sobie zaplanowałeś. Wszystko w swoim czasie i miejscu, ale tylko te dobre rzeczy, bo na złe nie ma wcale miejsca. Dobrze byłoby, gdyby udało się zepchnąć te wszystkie niechciane przez nas przykre doświadczenia i zamknąć je w jednym worze, a potem wrzucić go w przepaść. Ale tak się nie da. Może więc warto pogodzić się z tym, że nie każde wakacje będą udane. Albo z tym, że mogą być udane, nawet jeśli nie znajdziemy się tam, gdzie byśmy chcieli. Że nawet jeśli założony przez nas scenariusz nie wypali, to może jest jeszcze szansa na to, by coś ocalić i uratować. Może nie jest tak źle, nawet jeśli wypadasz słabo na zdjęciach, których decydujesz się nie wrzucać do sieci.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *