Tata i syn

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Jestem mamą.

Tą jedyną na świecie. Tą, która nosiła Cię w brzuchu i urodziła. Karmiła i przewijała, i była z Tobą przez długi czas w domu. Nikt nie spędził z Tobą tyle czasu co ja. Nikt Cię tyle nie przytulał i nie pocieszał. Nie spędził tylu godzin co ja na tym, by nauczyć Cię jak jeść, chodzić bez pieluch, zasypiać i bawić się. Nikt nie był z Tobą tak blisko jak ja… A jednak. Jestem matką. I tyle.

Nie zastąpię Taty.

Choćbym pękła! Choćbym nie wiem, jak bardzo się starała. Zawsze dla swojego dziecka będę „tylko” mamą.

Fakt, mam syna, a to utrudnia sprawę. Ale…

No właśnie, nie ma żadnego „ale”. Kiedy wracamy ze szkoły i tylko przekraczamy próg mieszkania, mój syn pyta mnie: „A kiedy tata wróci z pracy?” Odpowiadam więc spokojnie, a mój syn na to: „Co? Dopiero za 3 godziny?! To strasznie długo.” Potem, przychodzi co chwilę i sprawdza na zegarze, ile czasu zostało jeszcze do powrotu taty: 3 godziny, potem 2 godziny i 45 minut, potem 2 godziny i 43 minuty. I tak odliczanie trwa aż do zera, ciągnie się w nieskończoność, a przecież to tylko 3 godziny! Czasem tylko 2! A mnie szlag trafia, bo te 2 godziny ciągną się jak stara guma przyklejona do buta. A potem widzę, jak mój syn, kiedy tylko usłyszy dzwonek domofonu, pędzi do drzwi, wybiega na korytarz, rzuca się na tatę i zawisa na nim. Zawsze czuję wtedy ukłucie zazdrości w sercu.

To nie ja. To Tata.

Okres kiedy byłam najważniejszą osobą na świecie dla swojego dziecka mam już dawno za sobą. Teraz jest Era Taty. Podobnie jak Era Dinozaurów. Era Gier. Era Czołgów. Dalekie mi są te tematy, choć mogę przyznać nieskromnie, że potrafię wymienić więcej dinozaurów niż jakakolwiek inna matka na moim osiedlu. Ale… tworzenie list czołgów z gry komputerowej Taty czy rozmowy na tematy historyczno – naukowe są już poza zasięgiem moich zainteresowań. Słucham wprawdzie o czołgach, ale nic z tego nie pojmuję. Raz nawet syn poprosił mnie o towarzyszenie mu w budowaniu z Lego określonego typu czołgu. Zgodziłam się, choć nie byłam zachwycona. Jednak po chwili moje dziecko stwierdziło, że się nie nadaję do tego zadania! Bezdyskusyjnie. Nie mam pojęcia, jakie są części, jakie klocki będą odpowiednie, a jakie nie, a w ogóle nie odróżniam poszczególnych modeli, a przecież chodzi o to, by zbudować ten, a nie tamten. W sumie przystałam na to wykluczenie z ochotą, bo myślałam, że dzięki temu mi się upiecze i nie będę musiała słuchać o czołgach! Nic bardziej mylnego. Kiedy nie ma Taty, jestem jedynym słuchaczem, a wtedy mój syn godzi się na to, bym była jego widownią. Ale… szybko mu się to nudzi i znowu pada to pytanie: „A kiedy tata wróci?”

No więc, została jeszcze godzina do powrotu. Już nawet ja odliczam ją sekunda po sekundzie, ale… ile można?! Mój syn czeka. Ja czekam. Czekamy. Siedzimy i czekamy. Jak na jakieś bardzo ważne wydarzenie! A nie daj Boże, żeby Tata gdzieś dalej pojechał lub został dłużej w pracy. Wtedy czekanie wypełnia resztę dnia mojego syna. I mojego również. Na plan dalszy schodzą wszelkie prace domowe i obowiązki szkolne. Przyświeca nam jeden szczytny cel: odczekać swoje.

Aż Tata wróci.

Czasami widzę, jak Tata rozpływa się w swoim zachwycie nad „swoim” mądrym synem. Robi wtedy maślane oczy i wybacza mu wszelkie występki. Jedno mądre słowo syna, a Tata już puszcza w niepamięć całe zło tego dnia. I sam cieszy się tak, jak tylko dziecko potrafi. Z czego? Ze „swojego” dziecka.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *