The show must go on.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

„Show must go on!
Show must go on! Yeah!
Inside my heart is breaking
My make-up may be flaking
But my smile still stays on.” (Queen song) 

Jakże nieśmiertelne są te słowa. Słowa piosenki, choć stare, wciąż niezmiennie popularne i aktualne. Przedstawienie trwa, choć w sercu ból, uśmiech nie schodzi z Twoich ust. Jakże często na zewnątrz mamy maskę, za którą skrywamy swoje słabości i problemy. Dziś często nie wypada być słabym. Przyznawać się do tego, że ma się jakiś problem, zwłaszcza poważny. Nie jest w dobrym tonie powiedzieć, że np. ma się poważne problemy z dorastającymi dziećmi lub że nie wytrzymujemy presji otoczenia i stresu w pracy. Że przysłowiowo wysiadamy. Jak tu powiedzieć komuś, że mam poważny problem, jeśli jestem ważnym i odpowiedzialnym kierownikiem, od którego inni oczekują profesjonalizmu i niezawodności na każdym kroku. Jak przyznać się do słabości, jeżeli inni uważają, że np. skoro mam dobrą pracę i nieźle zarabiam, to mam być zawsze dostępny, pomocny i uśmiechnięty. Ciągle niezawodny i elastyczny. Mogę taki być, często – jestem, ale przyjdzie mi za to zapłacić wysoką cenę. Może w postaci nawracających epizodów przygnębienia wieczorami, kiedy to będę starał się poprawić sobie nastrój kieliszkiem czegoś mocniejszego. Albo zajem swoje problemy po cichu i w skrytości. Albo będę leżał godzinami w łóżku nie mogąc zasnąć lub obudzę się nad ranem i już nie uda mi się zmrużyć oka. Tak będzie każdego dnia po powrocie do domu, gdy za drzwiami zostawię pracę i wyzwania, i będę mógł odprężyć się w swoich czterech ścianach. Lub właśnie nie będę umiał się odprężyć i zapomnieć o kłopotach. Moje ciało zacznie się ode mnie domagać uwagi, gdy zacznie mnie boleć to albo tamto. Migreny, problemy z kręgosłupem, alergie, bóle brzucha. Na początku nie będę wiązał ze sobą kłopotów ze zdrowiem z tymi osobistymi. Wypieram przecież swoje problemy. Nawet jeśli je dostrzegam. Przecież to nieprzyjemne przyznać, że… sobie nie radzę, że coś mnie gnębi, boli, uwiera. Że potrzebuję zasięgnąć porady czy pomocy psychologa czy psychiatry. Czy tak wypada? Czy inni to zrozumieją? Jak mnie ocenią?

Na zewnątrz jestem uśmiechnięty i sprawiam wrażenie, jakby wszystko w życiu mi się udawało. Już nawet nie wiem, czy tak bardzo staram się tak wyglądać, czy może weszło mi to już w krew i jest niczym nawyk najbardziej mi dostępny. Taki jestem. Na zewnątrz. W pracy, w relacjach biznesowych, z kolegami. Wśród najbliższych mogę dopiero zrzucić maskę. Czy jestem inny dla bliskich? A może jestem sobą dopiero, kiedy jestem sam. Nocą moje problemy gryzą mnie, więc nie śpię, nawet jeśli mój partner śpi spokojnie obok. Może nawet on nie wie, co mnie trapi?


Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *