Udawanie

Pomyślałam po raz kolejny o tym, jak bardzo lubię ten moment, gdy utwierdzam się w przekonaniu, że moje pierwsze wrażenie na czyjś temat było słuszne. Słyszysz ten fałsz w wypowiedzi koleżanki z pracy, ten niby perlisty śmiech, za którym tak naprawdę stara się coś ukryć. Może zażenowanie całą sytuacją, a może swoją nieszczerość? Przecież relacje ludzkie są tak bardzo skomplikowane, że pomimo tego, że napisano już tyle poradników, wciąż jest nam mało.

Stale zastanawiam się, skąd w ludziach tak silne dążenie do tego, żeby sobie wszystko w życiu komplikować. Chodzi mi tutaj o sprawy różne, od tych prozaicznych, jak to z czym zjemy kanapkę lub co będzie na obiad, idąc przez to, w co ubrać się na komunię dziecka, a kończąc na tym, w jakie relacje i w jaki sposób się wplątujemy. Nie lubimy nudy, więc czasami jakaś dawka adrenaliny jest przez nas pożądana. Ale przecież można by sobie pobiegać rankiem albo skoczyć nawet na bungee, a nie od razu wplątywać się w jakieś romanse, nieszczere przyjaźnie i sztuczne układy. Wszak przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu czegoś idealnego na uroczystą okazję mówię do męża, że stale podobają mi się te same rzeczy, a przecież szukam czegoś wyjątkowego. Im dłużej jednak szukam, tym częściej wracam do tego, co już znam i lubię. Powtarzalność może i jest nudna, ale jest też wyznacznikiem indywidualnego stylu, odpowiada mój mąż, który bardziej niż ja potrafi proste i tym samym praktyczne rozwiązania wdrażać w życie. I nie komplikować go sobie. No tak, głupia ja, nie wpadłam na to, że nie spodoba mi się nic, co nie jest w tzw. moim stylu! Ok, to może by tak sobie jednak uprościć to szukanie lub je zakończyć?

Człowiek tyle energii wkłada w to, żeby komplikować sobie życie. Przychodzi nam zjeść w pracy kanapkę z kimś, do kogo nie mamy zaufania, a kto próbuje wyciągnąć z nas najskrytsze zwierzenia. Mami nas przy tym komplementami, które choć tak miło łaskoczą w ucho, to jednak też dźwięczą głośno, bo jest w nich jakiś fałsz. Niby że ładnie wyglądamy, a przecież włosy mamy tłuste jak olej i wory pod oczami. Ale te słowa łaskoczą jednak… I dajemy się zwieść temu miłemu wrażeniu, że może jednak tę koleżankę coś nieco obchodzę, że może jak jej powiem, że jest mi ciężko i źle, to ona mnie pocieszy zamiast rozgadać wszystko. Jednak potem się okazuje, że idąc korytarzem czujemy na sobie te wścibskie spojrzenia, tak że mamy już prawie stuprocentową pewność, że jednak tamta rozmowa nie została między nami dwiema, a jej echa zataczają coraz szersze kręgi.

Plotki. Intrygi. Romanse. Podwójne życie i kłamstwa. Nieszczere uśmiechy i udawanie sympatii do kogoś w imię tego, żeby coś zyskać. Może się czegoś interesującego dowiem? A może koleżanka odwali za mnie ciężką robotę? Może się nie połapie, kiedy kłamię i oszukuję? Albo kiedy mówi mi: „Jak miło znowu Cię widzieć!”, a ja czuję jakby ukłucie szpilki.

Po co nam angażować się w relacje, które są pełne fałszu i zakłamania? Możesz się naraz oburzyć, że w niektórych lub nawet wielu z nich tkwimy z konieczności. Jasne, że tak. Ale wiele znajomości moglibyśmy uciąć lub ograniczyć do minimum jednym machnięciem ręki, szybko i bezboleśnie. A jednak tego nie robimy… Dlaczego? Boimy się, że coś stracimy…? Że jakaś szansa może nam przejść koło nosa…? Na awans? Nagrodę? Jakąś premię? A może po to, by mieć się z kim spotkać w weekend? Nieważne, że możesz się wówczas czuć tak, jakbyś tracił tam tylko czas i myślał o tym, jak stamtąd uciec. Nieważne, że tak naprawdę te spotkania nie dają Ci radości i nie wciągają Cię bez reszty. Pomimo tego myślisz może czasem o tym, czy i z kim warto się spotykać, być, żyć w zgodzie. Nie masz z tego satysfakcji, udajesz jednak, że ją czujesz.

Udajemy tak wiele i tak często. Wydaje nam się, że dzięki temu coś zyskujemy. Może faktycznie tak jest. Ale przychodzi taki dzień, kiedy kurtyna opada i widzimy naprawdę, jaką kto ma twarz. Czy jest naszym przyjacielem lub choćby sprzymierzeńcem? Czy raczej cały czas zważał na to, czy i kiedy nam powinie się noga? Miło jest wówczas pomyśleć obserwując coś takiego z boku: Cholera, on od początku wyglądał mi na drania!

Nie warto komplikować sobie tego, co i jak jest. Warto wierzyć sobie. Swoim przeczuciom i intuicji. Robić swoje w zgodzie ze sobą, nawet jak się to komuś nie podoba. Nie robię swojej roboty i nie żyję przecież dla innych i ich uznania, ale dlatego, że uważam to za słuszne. Liczy się to, co ja myślę. Nie to co mówią o mnie inni. Oni może mnie nie znają. I nie wiedzą o mnie tego, że ja widzę, kiedy ktoś jest szczery, a kiedy udaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *