Wreszcie wakacje!

Wiecie co, czas weryfikuje wszystko.

Weryfikuje to, co dla nas ważne. Pokazuje, komu na nas naprawdę zależy, a kto jest do nas tylko przyklejony w jakimś celu, bo ma w tym jakiś interes. Czas pokazuje też, czy warto gdzieś być, pracować, inwestować w jakieś znajomości i sprawy, które nie są nasze. Pokazuje, czy otrzymujesz podziękowanie za swoją pracę, czy słyszysz choćby jedno słowo uznania, czy może jednak prześlizgujesz się bezszelestnie, tak że nikt tego nawet nie zauważa. Przecież jeśli nie jesteś osobą, która krzyczy o uwagę innych, czy to oznacza, że na nią nie zasługujesz i jej nie potrzebujesz…?

Kiedy ktoś umiera, często słyszymy słowa, że nie uda się go zastąpić. A ja mam wrażenie, że świat zmierza w taką stronę, że zastąpić można każdą dobroć i mądrość. I zaangażowanie. I że one się coraz mniej liczą. Obym się myliła…

Nie lubię mówić o sobie, ale to nie oznacza, że nie chcę, żeby inni pytali mnie o to, co u mnie. To tak jak z tymi uczniami, którzy są spokojni, cichutcy, zamknięci w swoim (często wirtualnym) świecie. Ich rodzice i oni żyją obok siebie, we wspólnym domu, ale jednak osobno. Nie interesują się sobą nawzajem, choć to zawsze rodzic powinien interesować się pierwszy dzieckiem, tak uważam. Każdego dnia myją razem zęby w tej samej łazience i potem pędzą, jeden do szkoły, drugi do pracy. Nic ich nie łączy poza tym jednym pokrewieństwem i wspólny dachem nad głową… Wszystko jest dobrze, dopóki nikt nie burzy takiego pozornego spokoju i ciszy. Dopóki nikt nie dzwoni ze szkoły ze słowami: Proszę przyjść. Pana/Pani córka potrzebuje Waszej pomocy. Ale jak to? – pytają i szeroko otwierają oczy ze zdziwienia. Przecież on był zawsze taki spokojny. Albo: ona nigdy nie sprawiała problemów. Do czasu…

A potem czas weryfikuje wszystko, nasze plany i marzenia. Nasze ideały, które były jak gwiazdy na pięknym i odległym niebie. To co chcieliśmy robić i czemu się poświęcać.

A może chodzi o to, że się zmieniamy. I że świat obok się zmienia. Że pędzi szybko, a my próbujemy go dogonić. A on zawsze jest te kilka metrów przed nami. A my go gonimy i jednocześnie uciekamy. Przed prawdą o sobie i o innych, bo to co możemy usłyszeć, boli. Albo przed bliskością, bo chcemy być jednocześnie silni i niezależni, bo tak nakazuje świat, a z drugiej strony wszyscy potrzebujemy ciepła i przytulenia…

Co przyniesie czas, nie wiem. Ale jakaś zmiana na pewno czai się tuż za rogiem. Może warto jednak się przełamać i coś zmienić? Pokazać światu inną twarz albo pójść w inną stronę. Tam, gdzie dostanie się zrozumienie i ciepłe słowo… Chyba gdzieś ciepłe słowa czekają jeszcze?

Ponoć umiem pisać. Chyba najwięcej komplementów usłyszałam w życiu właśnie w tym zakresie. Ale jak człowiek jest zmęczony, to mu nawet pisanie nie wychodzi. Dlatego wyjeżdżam na krótko naładować akumulatory. Popatrzeć na świat z innej perspektywy. Wiem od dawna, co jest dla mnie ważne. Czasem jednak każdy potrzebuje chwili dystansu i oderwania się.

Za mną trudny rok (szkolny) pracy. W czterech szkołach. Z dziećmi autystycznymi, z którymi nie miałam żadnych doświadczeń i uczyłam się ich od zera. Podziwiam tych, którzy robią to dobrze na co dzień, bo to ciężka praca. I choć bywało mi naprawdę trudno, doceniam wakacje, które jutro się zaczynają. Jeszcze bardziej po strajku i tym wszystkim, co dookoła niego narosło. W atmosferze walki i nienawiści, jeden do drugiego. Bez krzty zrozumienia, tak po prostu. Dla kogoś kto ma inne poglądy. I kto ma odwagę głośno je wyznać. A wielu nie miało.

Popełniłam i popełniam wiele błędów jako rodzic. Ale jednego jestem pewna – chcę, żeby moje dziecko żyło kiedyś w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem. Żeby nie miało do siebie samo pretensji, nawet jak będzie miał je do niego cały świat. Dlatego wierzę mu, jak mówi mi, że mnie nie kłamie. Bo choć jest niedojrzały i czasem niegrzeczny, ciągle gada i przeszkadza… To jest też mój najukochańszy. I zawsze będę o niego walczyła. Bo jak nie ja, to kto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *