Za gruby, za chudy…

Powiedźcie grubemu, że jest (za) gruby, to się obrazi.

A chudemu to co? Wolno tak?!

Nie najlepiej się od wczoraj czuję, to i jestem mniej wyrozumiała dla innych. Serio.

Jeśli jesteś, bez obrazy, gruby (grubszy? większy?), to może zdarza Ci się usłyszeć czasami, że powinieneś zrzucić parę kilo albo przejść na dietę. Ktoś może jeszcze bardziej dobić Cię, kiedy wejdziesz do sklepu i usłyszysz: „W pani rozmiarze nic nie mamy…” Brak empatii? Zarozumiałość chudzielców? Czy podłość sprzedawczyni? Nazwij jak chcesz. Ktoś, komu zależy na Tobie, może wciska Ci dietę, bo martwi się o Twoje zdrowie i samopoczucie…

Ale kiedy ktoś pyta mnie, jak schudnąć, a w gruncie rzeczy tego nie chce, bo dobrze się czuje sam ze sobą, mówię mu: Odpuść. Może przyjdzie czas, że będzie chciał lub musiał coś zrobić w tym względzie. Nasz wygląd to nie wszystko. Prawdziwi my jesteśmy w środku.

Co jednak, jeśli nie jestem chudzielcem, tylko normalną osobą, a słyszę nieustannie komentarze pod swoim adresem? Nie jestem okazem zdrowia, ale BMI mam w normie. Ubraniami tuszuję pewne niedoskonałości, których inni dzięki temu nie widzą. Ale kiedy po raz setny słyszę: „Ty chyba prawie nic nie jesz?!”, mam ochotę… Nie no, głoduję non stop! Odmawiam sobie wszystkiego na każdym kroku. Pilnuję diety i ilości spożywanych kalorii. Nie jem chipsów i słodyczy, bo na różnych uroczystościach nie rzucam się na nie. Słowem, katuję się nieustannie…

Tak naprawdę jem bardzo regularnie. Zaczynam dzień od niezdrowego, słodkiego śniadania typu Monte czy Nutella, w co oczywiście wiele osób nie wierzy… I codziennie popełniam też grzech wieczornego jedzenia. To dlatego, że nie potrafię jeść w biegu i pośpiechu, i choć zawsze pilnuję, by coś zjeść w pracy, kocham jeść na spokojnie w domu, kiedy już wrócę. Pewnie wieczorne smakołyki kiedyś mi się odbiją na mojej wadze, ale póki mogę, grzeszę. Nie muszę dodawać, że kiedy mówię, że kocham jeść wieczorem, ludzie patrzą mocno zdumieni. No chyba, że sami mają coś na sumieniu, to na ich twarzach widać rozmarzenie…

I pytam siebie i Was: Czy ja mam przepraszać za to, że osoba, z którą rozmawiam waży więcej ode mnie? Nigdy nie komentuję cudzego wyglądu, chyba że prawię jakiś komplement, np. Ładnie wyglądasz. Ale czasami zastanawiam się, co siedzi w tych głowach, które pytają mnie ciągle i ciągle, czy ja nic nie jem… Czy ludzie mają aż tak duże kompleksy? Czy nie potrafią odciąć się od swojego (i nie tylko) wyglądu i skupić się na rozmowie na inny temat?!

Może jestem piranią, ale w gruncie rzeczy myślę sobie, że każdy by mnie znienawidził, jakbym do niego podeszła i wypaliła tak na dzień dobry pytanie, czym się tak rano obżerał, że jest taki gruby?

Pomyślcie o tym, Kochani, zanim skomentujecie przy kimś (i nie tylko) jego wygląd.

Grubi mają uczucia. I chudzi także.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *