Zazdrość co niszczy, buduje.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Nigdy chyba nie potrafiłam tak naprawdę zazdrościć.

A może już nie pamiętam, jak to jest zazdrościć będąc dzieckiem.

Obecnie, od dłuższego czasu, staram się nie porównywać swojego życia z życiem innych.

Bo zawsze mogłabym wypaść na minus.

Zazdrościć można wszystkiego, nie tylko rzeczy materialnych, bo to jest oczywiste.

Można też zazdrościć urody i talentu lub tego, że komuś coś się w życiu udało, może właśnie dzięki temu talentowi albo bardziej prawdopodobne – dzięki jego własnej ambicji i pracy bez końca.

A więc od początku i po kolei.

Stalking.

Przestępstwo oznaczające uporczywe nękanie, funkcjonujące w polskim kodeksie karnym dopiero od 2011 r. Wczoraj oglądałam program o modelce i projektantce nękanej przez wiele lat przez anonimowego sąsiada mieszkającego nieopodal, który tuż przed rozprawą wytoczoną mu przez swoją ofiarę, oblał ją kwasem siarkowym. Zdarzenie miało miejsce ponad rok temu. Kobieta przeszła od tamtej pory wiele operacji i wciąż poddawana jest kosztownemu leczeniu. Wiele części jej ciała nosi blizny, które codziennie przypominają jej o tym, co ją spotkało. Nie widzi też tak jak dawniej, ponieważ jej wzrok również uległ uszkodzeniu. Od momentu tragedii nie może patrzeć w lustro, a wcześniej była piękna kobietą. Piękną i zdolną, robiącą karierę zagranicą. W jednej chwili ktoś to wszystko zburzył, choć już wcześniej jej życie przypominało koszmar, bo np. bała się wychodzić z domu czy przebywać w miejscach publicznych w obawie przed spotkaniem swojego prześladowcy.

Obrazkoterapia.

Świetny blog, gdzie w prostej, graficznej formie autorka przedstawia bliskie nam wszystkim tematy. Proste, ale jakże urocze i trafne. Przeglądam czasami i cieszę się, że ktoś wpadł na taki pomysł! Wczoraj z kolei widzę informację o tym, że strona się posypała po ataku jakiegoś hakera. Kolejny chory zazdrośnik? Nie wierzę w takie przypadki.

Biuro.

Myśleliśmy z mężem kiedyś o wynajęciu biura. Takiego na kancelarię i na mój gabinet. Takie 2 w 1, bo mąż nie ma czasu i cały tydzień jest w rozjazdach, ale chciałby mieć przystań, gdzie może kawę spokojnie z klientem wypić. Ja natomiast chciałabym mieć również swoje miejsce. Szukamy czegoś niedużego i taniego. Znajdujemy coś fajnego, ale… Pan, kulturalny i miły, informuje nas jednak, że on tu sobie z innymi wynajmującymi już ustalił, że tu konkurencji nie może być. Więc odchodzimy z kwitkiem. Chodziło oczywiście o męża, bo wiadomo, że konkurencja wśród prawników jest wielka, rekiny ostrzą sobie zęby na byle zdobycz. On, znaczy mąż, wcale by w tym biurze nie siedział, bo czasu by mu brakło na spanie i jedzenie, biuro miało być bardziej dla mnie, ale jednak. Pada stanowcze „Nie” i kropka.

Zmiana.

Oblana kwasem kobieta wygląda dalej pięknie pomimo swoich blizn. Jest też mądrą kobietą, która wbrew temu co ją spotkało, podniosła się i idzie dalej. Zweryfikowała przyjaciół, teraz ma obok siebie ludzi, którzy naprawdę ją wspierają. Nie poddała się. A mogła. Jak widziałam jej zdjęcia sprzed roku, nie wierzyłam, że to tak niedawno się stało. Sama powiedziała, że lekarz w Siemianowicach Śląskich powiedział jej, że do niej należy 50% szans na wyzdrowienie. Ona je w pełni wykorzystała.

Strona terapeutki powstanie nowa i ulepszona. Zniszczenie starej stało się impulsem do zmiany. Do pracy nad tym, żeby było lepiej. Może niedługo nie będzie miała „tylko” 12 000 polubień?

My biura dalej nie mamy, ale spokojnie, dalej szukamy. Obok miejsca, gdzie chcieliśmy wynająć pokój, wybudowano nowy budynek, a w nim nowe, piękne kancelarie. Konkurencja nie śpi…? Ale czego się ktoś spodziewał w samym sąsiedztwie sądu? Wierzę też, że znajdziemy coś fajnego w swoim czasie. Jak nie dziś, to jutro. Praca, jaką sobie wybraliśmy z mężem, to nie wyścig o to, kto pierwszy na mecie. To nie ciągłe prześciganie się z kimś. To praca z klientem, który ma być zadowolony, a nie zbałamucony. Klientem, który ma usłyszeć prawdę, że np. szanse na wygranie jego sprawy są marne albo że nie potrafimy mu pomóc. Nie zarabiamy pieniędzy na tym, że opowiadamy ludziom to, co chcą usłyszeć. Mówimy jak jest. To się czasami nie podoba. Czasami tracimy przez to klientów. Ale w życiu nie chodzi chyba tylko o to, żeby zarobić mnóstwo kasy. Kasa jest fajna, owszem, ale… Trzeba mieć swoje zasady. A zasada nr 1 mówi: Bądź uczciwy względem klienta i względem siebie. Zasada nr 2: Nie każdy musi być Twoim klientem. O tej ostatniej zapominają wszyscy ci, którzy myślą, że jak się odgrodzą od innych (konkurencji) murem, to zarobią więcej. A życie to po prostu weryfikuje. I jest dobrze. Co do konkurencji jeszcze, to zawsze słyszałam, że to źle, że nie pracuję lub nie pracowałam w poradni psychologiczno – pedagogicznej. Wytykano mi tym samym brak cennego doświadczenia, które mogłabym zdobyć pracując tam. A tymczasem ostatnio okazało się, że to jednak chyba moja zaleta. A więc, jest dobrze.

Zazdrość nie popłaca.

Czasem niszczy. Ale też buduje.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *