Złość na arbuza

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Czasem sprawia, że milczysz jak grób, a cała furia dosłownie gotuje się w Tobie.

Innym razem ziejesz ogniem nienawiści, dosłownie wyrzucając z siebie nagromadzone pokłady lawy.

Dajesz jej ujście bez końca.

Każdy ją poznał.

Niektórzy nie potrafią zaakceptować jej w sobie.

Tego, że czasem się pojawia, tak jak inne rzeczy w życiu.

I inne emocje.

Być może wynika to z tego, że zostali wychowani w przekonaniu, że nie należy się złościć.

Bo złość jest zła. Taka „niewychowana”, brzydka.

A więc starasz się nie złościsz. Powstrzymujesz się jak możesz.

Drobne nieporozumienie przy śniadaniu? Spokojnie, panujesz nad sobą.

Kolega dokłada Ci niewybrednym żartem w pracy.

Zamiast się uśmiechnąć i go zignorować, zaczynasz wrzeć w środku.

Potem szef wzywa Cię na dywanik i wytyka Ci Twoje wszystkie błędy.

Wiadomo, nie możesz mu powiedzieć tego, co tak naprawdę o nim myślisz.

Dusisz więc wszystko w sobie i wracasz do swoich zawodowych obowiązków.

Potem jedziesz do domu, gdzie zmęczony po całym dniu chcesz chwilę odpocząć.

A tam zastajesz brudne naczynia w zlewie lub uwagę w dzienniku, którą dostało Twoje dziecko.

A pies właśnie przebiegł po czystej podłodze, którą wczoraj umyłeś, zostawiając na niej swoje brudne ślady.

W tym momencie już nawet nie próbujesz się pohamować.

Czara się przelała, Twoja tzw. cierpliwość się wyczerpała.

Pozwalasz sobie wybuchnąć.

Piszę „pozwalasz”, bo teraz już masz po dziurki w nosie, to raz, a dwa, wiesz, że możesz.

Przecież na szefa nie nawrzeszczysz, ale dziecko czy psa możesz zrugać.

Oni są słabsi.

Prawdopodobnie nie zawinili w tym dniu więcej niż inni ani nie wkurzyli Cię bardziej niż inni, ale…

Dziecko przecież nie zwolni Cię z pracy, a pies nie palnie Cię, żebyś się opamiętał.

Dopiero po czasie przyjdzie Twoje opamiętanie.

Dopiero wtedy, gdy wszystko dookoła będzie wyglądało jak pobojowisko, a Ty będziesz się czuł niczym wypatroszona ryba.

Wszystko co miałeś, wyrzuciłeś z siebie.

Jaka to ulga!…

Choć tylko pozorna i tylko na chwilę, bo zaraz może znowu znaleźć się jakiś powód, byś dał się nakręcić.

I tak w kółko. Jak w spirali.

A może po fakcie pojawiają się w Tobie wyrzuty sumienia, że przesadziłeś.

Że może za bardzo się uniosłeś, że dziecko lub pies nie zasłużyli sobie.

Być może.

Ale odsuniesz szybko od siebie te wyrzuty tłumacząc się tym, że dzień miałeś przecież ciężki, więc miałeś prawo się unieść.

Usprawiedliwisz sam siebie.

Czy słusznie?

A więc dlaczego właściwie się zdenerwowałeś tego dnia?

1. Być może miałeś wyobrażenie, jak Twój dzień powinien wyglądać.

Pewnie nie było tam miejsca na krytykę ze strony szefa ani uwagę w dzienniczku dziecka, a tym bardziej na brudną podłogę. To wszystko razem zepsuło Ci humor. Chciałeś mieć fajny i miły dzień, być może założyłeś sobie co takiego dobrego Cię spotka, a tu szlag wszystko trafił. Im więcej oczekujesz, tym większe szanse, że coś lub ktoś Cię rozczaruje. Takie życie.

2. Być może nie potrafiłeś zachować się asertywnie wtedy, kiedy należało.

Byłeś za to uległy wobec szefa, któremu pozwoliłeś zmiażdżyć Cię słownie. Nie powiedziałeś, że się z nim nie zgadzasz, nie podjąłeś rozmowy. Wysłuchałeś jego pretensji, a Twój żal rósł w środku. Kolegi, który obrzucił Cię żartem, też nie pogoniłeś, bo wszyscy się z nim w pracy liczą, więc jak mógłbyś? Słowem – położyłeś po sobie uszy. Efektem Twojej uległości była rosnąca gula w gardle. Już zaczynałeś się przez nią dusić.

3. Być może wczoraj byłeś wkurzony. I przedwczoraj także.

Ogólnie chodzisz niczym chmura gradowa i straszysz. Jesteś niezadowolony z siebie, ze swojego życia, z pracy i z dzieci. Trudno jest Ci znaleźć jakikolwiek powód, by poczuć radość. Jesteś ciągle niezadowolony z tych samych rzeczy, więc stale złościsz się o to samo.

4. Być może widzisz złość w innych, nie dostrzegając jej w sobie.

Uwagi szefa były złośliwe i niesprawiedliwe, dowcip kolegi także. Każdemu przypisujesz złe intencje, uważasz go za wroga, nawet jeśli nie miał szansy nim jeszcze zostać. Może wynika to z tego, że zostałeś tak wychowany. Złość była zawsze i wszędzie w Twoim domu. Tłumiona lub okazywana jawnie, a Ty po prostu kontynuujesz tradycje rodzinne, nie potrafiąc się od nich uwolnić.

Jedno jest pewne. Złości warto się pozbyć.

Wyrzucić z siebie, bo tłumiona rośnie i rośnie, by potem eksplodować. Czasem niebezpieczne jest, gdy „tylko” obwiniasz innych i zawstydzasz (np. dzieci). Źle, gdy krzyczysz czy wrzeszczysz mając dość wszystkiego i wszystkich. Kiedy zupełnie Cię zaślepia, nie masz przed nią ucieczki.

Pomyśl o tym:

  • Kiedy najczęściej się złościsz i dlaczego?
  • Co wzbudza Twoją złość i jaka ona jest? Chłodna (zimna obojętność) czy gorąca (typ furiata)?
  • Co pomaga Ci się uspokoić?
  • Czy umiesz wyrażać swoją złość nie raniąc przy tym innych?
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *