Gorzkie myśli

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Jeśli masz dzieci, pewnie zdarzyło Ci się tak pomyśleć.

Może nawet jeśli jesteś młody, a Twoje dzieci to maluchy.

A może nawet bardziej prawdopodobne, że tak pomyślałeś, jeśli jesteś rodzicem jedynaka.

Masz jedno dziecko i ono jest Twoim całym światem.

No dobra, kawałek zostawiłeś dla swojego partnera/ męża/ żony.

A cała reszta (jakieś 90% ?) to Twój syn lub córka.

Albo może nie masz dzieci i właśnie dlatego pomyślałeś tak… niejeden raz.

Czasem jakby nieśmiało, przez przypadek, gdzieś w natłoku spraw.

Innym razem usiadłeś specjalnie po to, by zastanowić się nad tym dobrze.

A im dłużej się zastanawiałeś, tym większe miałeś obawy.

Twój strach rósł i rósł. Stawał się coraz bardziej wyczuwalny i widoczny.

Niczym gęsia skórka, która pojawia się od zimna.

Tylko takiego gdzieś w środku.

O czym pomyślałeś?

Samotność.

Starość.

Samotna starość.

Coś czego boją się chyba wszyscy, nawet introwertycy stroniący nieraz od ludzi.

Bo nikt nie chce być sam nie dlatego, że może, że tak wybrał, ale dlatego, że musi.

Ktoś inny zdecydował za niego. Może Bóg…? Może inni ludzie, w tym najbliżsi…?

I tu dochodzimy do naszych dzieci.

Tych, które mamy. Lub tych, które nigdy nam się nie urodziły.

Zostały w sferze naszych marzeń.

A może świadomie kiedyś z nich zrezygnowaliśmy…

A czas leci, my jesteśmy coraz starsi… i nasze dzieci też rosną.

I przyjdzie dzień, że pomyślisz:

„O Boże, żebym tylko na starość nie został sam!”

albo: „Jak będę miał więcej niż jedno dziecko (dużo dzieci), to na pewno któreś potem ze mną zostanie. Nie będę sam na starość.”

Czyżby?

Cóż za, no właśnie co, egoizm (?) przez nas przemawia…

Cóż za strach kiedyś nam obcy, który nie pozwala, byśmy puścili nasze dzieci wolno, kiedy już będą na to gotowe.

Co jeśli nigdy nie będą gotowe, słyszymy zdradliwe podszepty i czujemy się usprawiedliwieni, rozgrzeszeni.

Przecież nie robimy nic złego…

Z jednej strony pamiętamy swoją młodość i to jak sami bardzo chcieliśmy uwolnić się spod władzy i kontroli rodziców.

Z drugiej strony niektórzy z nas muszą lub musieli zajmować się schorowanymi rodzicami i dlatego teraz myślą, że sami na to też zasługują ze strony swoich dzieci… Lub przeklinają swój los, nazywając go okrutnym, bo mieli z powodu tej opieki tyle obowiązków. Obowiązków, które odebrały im wolność.

Czy jednak warto mieć dzieci po to, żeby nie czuć się samotnym?

Pustka i cisza w domu aż dźwięczy, gdy ich nie ma.

Jest porządek, ale nie ma radosnej beztroski.

Ale przyjdzie czas, gdy to przeminie.

I nigdy nie wiadomo, czy lepsza starość samotna, bo z góry jesteśmy bezdzietni i na nikogo nie liczymy, czy bardziej bolą utracone nadzieje? Dotyczące opieki ze strony dzieci, na które liczymy i którym nie pozwalamy tak do końca odejść i żyć swoim życiem. Bo to pewnie boli…

Ale żeby nie było zbyt pesymistycznie, jak powiedziała mi ostatnio pewna mama, która urodziła swoją jedyną córkę niezbyt młodo: „Ja muszę zawczasu pomyśleć o swojej starości, żeby mojemu dziecku życia nie komplikować.”

I powiedziała to ze swoim zawsze obecnym na twarzy uśmiechem.

Świadome, dojrzałe rodzicielstwo? – pomyślałam słodko – gorzko.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *