Jadę samochodem.

Jadę prosto przed siebie, a łzy zaczynają napływać mi do oczu.

Jest ich coraz więcej, tak że powoli zakrywają obraz przed moimi oczami.

Najpierw przyspieszam, ale po chwili stwierdzam, że jednak lepszym rozwiązaniem będzie, jeśli się na chwilę zatrzymam.

Zjeżdżam więc na pobocze i włączam awaryjne.

Dzwonię i nie jestem w stanie podczas rozmowy opanować łkania.

Mam dość. Jestem już tym zmęczona.

Zwyczajnie, tak po ludzku.

Chcę, żeby ktoś docenił to, co robię, a nie stale wytykał mi błędy.

Wyrzucam z siebie żale niczym z karabinu maszynowego.

Ciskam pretensjami w spokojną, niczym niezmąconą wiejską przestrzeń.

 

Powoli uspokajam się…

Jeszcze kilka głębokich oddechów i czuję się lepiej.

Mogę jechać dalej.

Nic mnie nie złamie.

To chwila słabości, która zaraz minie.

Zachwiała mną na moment, co rzadko mi się zdarza.

A jednak. Ale…

Mijają tygodnie i wszystko wraca do normy.

Znowu zaczynam wierzyć, że może jednak mi się uda.

 

Pracuję w szkołach od 2014 roku.

Dziś dopiero po tylu latach zostałam nauczycielem kontraktowym.

Innym nauczycielom zajmuje to zaledwie rok.

Mnie zajęło aż 6.

Szkoda czasu, by tłumaczyć, dlaczego aż tyle.

Jest kilka powodów, których nie warto wymieniać.

Czy żałuję?

Bynajmniej.

Mam doświadczenie, jakiego nie mają nauczyciele stażyści.

Tylko zarabiam tyle co oni, a nie jak ci z doświadczeniem.

Mówiłam na egzaminie przez godzinę i to było w dużym skrócie o tym, co zrobiłam przez ostatni rok.

Streszczałam się, jak tylko byłam w stanie, bo mogłabym tak nudzić i smęcić, aż wszyscy by posnęli.

Kiedy chwilę potem zadzwoniła koleżanka, powiedziałam, że oczywiście, udostępnię jej moje fajne materiały.

Jestem tam, gdzie jestem.

W punkcie, do którego doszłam sama swoją ciężką pracą.

Kocham swoją pracę z każdym rokiem coraz bardziej.

I choć nigdy nie przestanę być introwertykiem, czuję się jak ryba bez wody bez ludzi i dzieci w pracy.

Nigdy nie żałowałam swoich doświadczeń zawodowych, nawet tych najcięższych.

Nawet tego, że dwukrotnie zostałam zwolniona z pracy w Sylwestra.

To nic.

Najważniejsze i najlepsze lata są dopiero przede mną.

Dopóki się podnosisz, jesteś zwycięzcą, pamiętaj o tym.

I o tym, że każda porażka chociaż bolesna, kształtuję Cię bardziej niż sukces.

Witajcie wakacje!

Udostępnij:

Facebook