Piszę do Ciebie, bo możesz się poczuć niedoceniona, a tego przecież nikt nie lubi…

Ja sama czasami, no dobra, chyba nawet dość często, na Ciebie narzekam, a przecież znalazłoby się kilka rzeczy, za które mogłabym Ci podziękować. Oto one:

1. Wciąż, pomimo szalejącej od jakiegoś czasu epidemii, jestem zdrowa i bezpieczna. Podobnie moi bliscy. Nie ma nic cenniejszego od zdrowia i rodziny.

2. Jest jeszcze czas, którego teraz trochę mam, żeby chociażby zrobić obiad dla mamy w niedzielę, podczas gdy dotąd to ona zawsze go gotowała.

3. Mam dach nad głową i nie tylko. W czasach zarazy przekonuję się, że jedyne rzeczy materialne, jakich teraz potrzebujemy, to wspomniany dach nad głową, wygodny dres, dobre jedzenie, naładowany telefon i dobry internet, żeby połączyć się ze światem. To wszystko mam w dostatecznej ilości.

4. Siedzimy wszyscy troje na przysłowiowej kupie w domu i jeszcze się nie pozabijaliśmy. Toż to prawdziwa Wiktoria! Wszak praca zdalna i nauka zdalna w jednym pokoju potrafią prawie wykończyć, a na pewno nadwyrężyć wątłe nerwy. Kiedy siedzisz z kimś zamknięty przez 24h/dobę, to czasami masz ochotę… Ale przekonuję się wtedy, że także w czasach zarazy dobrze mieć rodzinę, z którą lubi się spędzać czas. Inaczej mogłoby być trudno.

5. Umiem spędzać czas sama. Wybrałam pracę z ludźmi, ale bycie introwertykiem sprawia, że nie usycham tak jak ekstrawertyk bez ciągłego kontaktu z innymi. Wykorzystuję czas inaczej, czekając aż będzie można gdzieś wyjść i z kimś się spotkać (Ewa).

6. Praca w warunkach zdalnych pomaga się rozwijać, o co jej nie podejrzewałam. Pojawiają się nowe pomysły i inspiracje z racji tego, że nie można pracować w dobrze sobie znany, bezpieczno – nudny sposób. Uczę się też rzeczy, których nie umiałam wcześniej. Staję się lepiej zorganizowana. Muszę być bardziej twórcza.

7. Nauka w wydaniu zdalnym to dopiero wyzwanie, które z jednej strony wykańcza mnie nerwowo, z drugiej pokazuje, że można jednak czegoś się nauczyć. Dyscypliny, samozaparcia, nie mówiąc już o znajomości obsługi komputera. Mój syn wymiata w porównaniu z tym, jak to wyglądało wcześniej.

8. Widzę, ile mamy wszyscy do stracenia i to doceniam, ale też nabieram pokory. Tacy byliśmy rozbuchani i pewni siebie, że może świat postanowił nam pokazać, gdzie nasze miejsce. Niby tacy dumni i durni, a tak naprawdę malutcy jesteśmy. Może czas trochę skruszeć? Na to nigdy nie jest za późno…

9. Dokąd tak pędzimy i po co? Teraz to pytanie nabiera innego znaczenia. Co mam, a czego potrzebuję? Ile rzeczy dookoła nie jest mi wcale potrzebnych? Ile cennych i zapomnianych książek mam na półce, które mogę wykorzystać lub jeszcze raz przeczytać? Nie zrobiłabym tego w innym czasie, bo biegłabym dalej. Może czas się zatrzymać…?

Kwarantanno, dziękuję Ci za to, co nam dajesz.

Bo przecież nie tylko zabierasz…

Udostępnij:

Facebook